sobota, 26 października 2013

Rozdział 19 "Dokończymy wieczorem kochanie"

*kilka dni później, oczami Jess*
- No chodź już. - jęczał Ashley.
- Czekaj albo jedźcie bezemnie. - odpowiedziałam upychając rzeczy w walizce.
- Bez ciebie nie jadę. Ale mogłabyś się pospieszyć.
- Ale również mogę zostać. - stwierdziłam.
- Ale nie zostaniesz. - pocałował mnie w policzek.
Ruszył w stronę drzwi z moją walizką.
- Ey. Jeszcze się nie spakowałam.
- Trudno. Chodź już. Jeśli będziesz czegoś potrzebowała kupimy to na miejscu. No chodź już. - pociągnął mnie za rękę.
Przed domem czekała taksówka. Przekręciłam klucz w zamku i wrzuciłam do torby, którą Ashley zapakował do bagarznika. Wsiedliśmy do pojazdu a kierowca ruszył. Ashley delikatnie otulił mnie swoim silnym ciepłym ramieniem.


***
- Ashley. Boję się. - szepnęłam coraz mocniej ściskając jego dłoń.
- Po pierwsze puść, bo inaczej już nigdy nie zagram. - powiedział spokojnym głosem uwalniając swoją rękę. - Po drugie nie masz się czego bać. - wolnym ruchem pogłaskał mój policzek.
Mocno zacisnęłam powieki, a samolot wystartował. Powoli otworzyłam oczy. Żyjemy. Łał, na prawdę żyjemy. Odetchnęłam z ulgą i położyłam głowę na ramieniu Ash'a.

***

Poczułam jak ktoś podnosi mnie z fotela. Otworzyłam oczy i ujżałam Ashley'a. Uśmiechnął się do mnie i puścił mnie. Zebrałam rzeczy i wyszliśmy. Odnaleźliśmy bagaże i pojechaliśmy do hotelu wcześniej zamówioną taksówką. Pokój hotelowy dzieliłam z uroczym basistom. Rzuciłam moja walizkę na podłogę i położyłam się na dużym dwuosobowym łóżku. Ashley położył się obok. Przytuliłam się do niego i wplotłam swoje palce w jego dłoń.
- Wiesz że zaraz będziemy musieli się zbierać.
- Wiem. I dlatego chcę się tobą nacieszyć. - szepnęłam i wpiłam się w jego gorące wargi.
W tym właśnie momencie drzwi otworzyły się.

- Zbierajcie się. Koncert nie będzie czekać. - zawołał Jinxx.
Oderwałam się od Ash'a a on pocałował mnie w czoło i szepnął:
- Dokończymy wieczorem kochanie.
Po czym szybko się podniósł i podał mi rękę. Zamknęliśmy drzwi do pokoju i wyszliśmy przed budynek hotelu, gdzie już stały fanki, a reszta zespołu udzielała autografów. Gdy tylko się pojawiliśmy podbiegło do nas kilka młodych dziewczyn i prosiły Ash'a o autograf. Ashley zajął się rozdawaniem autografów, a ja odsunęłam się do tyłu. Stanęłam koło Alex i Elli i gadałyśmy o jakiś pierdołach. Gdy chłopaki stwierdzili że najwyższy czas przygotować się do koncertu, pożegnali się z fankami i wsiedliśmy do tour-busa chłopaków. W środku już siedział kierowca i gdy wygodnie usadowiliśmy się w niewielkim "salonie", odpalił silnik i ruszył. Po krótkim czasie byliśmy już na miejscu. Za kulisami stałam razem z dziewczynami. Ashley co jakiś czas zerkał w naszą stronę. Przyszła pora na ostatni utwór.
- Tą piosenkę dedykujemy wszystkim zakochanym parom. - powiedział Andy i rozbrzmiały pierwsze dźwięki Rebel Love Song.
Uważnie wsłuchiwałam się w każdy dźwięk. Lubiłam ta piosenkę. Nawet Bardzo. Zanim się obejrzeć piosenka się skończyła a chłopaki już schodzili ze sceny.
- Jeszcze tylko spotkanie z fanami i jestem cały twój. - szepnął mi do ucha Ash.
Uśmiechnęłam się i powędrowałam za nim. Spotkanie z fanami trwało jakoś około godziny. Zaraz później pojechaliśmy do hotelu.
- To jak? Już jesteś cały mój? - zapytawszy czule pocałowałam jego usta.

- Oczywiście. - pociągnął mnie za rękę w stronę windy.

***
Położyłam głowę na jego klatce piersiowej, która poruszała się w regularnym rytmie jego oddechów. Głaskał moje włosy. Nic nie mówił.
- Co ci jest? - zapytałam spoglądając na niego.
- Myślę. - odpowiedział chłodno.

- A zdradzisz mi o czym tak myślisz?
- O tobie. O tym że jeszcze nigdy nie było mi z nikim tak dobrze.

- Mi też jest z tobą dobrze. - przytulił mnie mocno do siebie.
Później gadaliśmy o wszystkim i o niczym.
- Ej idziecie.. - do pokoju wpadł Andy i urwał zobaczywszy nas.
- Nie nauczyli cię w domu pukać? - zapytałam otulając moje nagie ciało kołdrą.

- Przepraszam. Dobra, nie ważne. - powiedział po czym wyszedł tak szybko jak się zjawił.
Ponownie przytuliłam się do Ash'a i zasnęłam.

*Ash*

Rano wstałem, ubrałem się i poszedłem szukać dobrych rad. Zapukałem do drzwi pokoju naprzeciwko. Otworzył mi Andy.
- Czy ciebie do końca pojebało? Tak w środku nocy ludzi budzisz? - warknął przecierając zaspane oczy.
- Błagam cię młody potrzebuję porady. - jęknąłem.

- Wchodź i gadaj o co chodzi. - wpuścił mnie do pokoju.
- Chodzi o Jess.
- Czyli co? Zaliczyłeś ją i chcesz teraz jakoś delikatnie z nią zerwać?
- Po pierwsze jakbym chciał z nią delikatnie zerwać nie szukałbym porady u ciebie. Po drugie nie chcę z nią zrywać. Ja ją kocham.
- Nasz mały Deviancik się zakochał. Ashley się zakochał! Ashley się zakochał! - zaczął drzeć ryjca.

Do pomieszczenia weszli CC i Alex.
- Może ty mi coś poradzisz. - błagalnie spojrzałem na Alex.

- Zależy jakiej porady ode mnie oczekujesz.
- Chcę pokazać Jess że ją kocham.
- Iiii..?

- I chciałbym żeby było romantycznie, ale ja nie jestem romantyczny.
- Musisz z nią po prostu porozmawiać.
- Tak po prostu?

- Tak, po co kombinować i udawać kogoś innego?
- Wy to umiecie pomagać. Ale i tak dziękuję. - przytuliłem ją.
- Ewentualnie możesz zabrać ją gdzieś i wtedy z nią pogadać. - odwzajemniła uścisk.
- Chyba wybiorę opcję numer dwa. - powiedziałem i wyszedłem.
Powoli otworzyłem drzwi. Starałem się to robić jak najciszej. Mała chyba jeszcze spała. Położyłem się obok niej a ona otworzyła oczka.

- Gdzie byłeś?
- Byłem się przejść.
- Czemu mnie nie wziąłeś ze sobą?

- Nie chciałem cię budzić. - cmoknąłem ją w czoło.
- Wskakuj z powrotem. - odchyliła kawałek kołdry i poklepała miejsce obok siebie.

- Bardzo chętnie. Ale zaraz trzeba się będzie zbierać.
- Oj nie marudź tylko wskakuj. - położyłem się obok niej a ona nakryła mnie kołdrą.

Przysunęła się do mnie. Objąłem ją i pocałowałem. Odwzajemniła pocałunek.
- Na prawdę musimy się zacząć zbierać.
 - To ja idę się ubrać. - wyjęła ubrania z walizki i poszła do łazienki owinięta kołdrą.

Leżałem bezczynnie na łóżku dopóki drzwi łazienki się nie otworzyły. Wyszła przez nie Jess po czym kilka razy okręciła się niczym modelka.
- I jak? - zapytała wlepiając we mnie wzrok.
- Nie żeby coś ale ładniejsza jesteś bez ubrań. - powiedziałem i wpiłem się w jej usta.
- Nie żeby coś, ale jestem głodna.
- Ja tu próbuje być romantyczny a ty co? Pff. - udałem oburzonego.

- Nie musisz być romantyczny, mi wystarczy że będziesz sobą. - uśmiechnęła się.
Zabraliśmy bagaże i zanieśliśmy je do tour-busa, gdzie zaczekaliśmy na reszte i wypróżniliśmy część z zapasów lodówki. Gdy wszyscy łaskawie raczyli się pojawić, ruszyliśmy. Jess usiadła na moich kolanach. Wszyscy razem siedzieliśmy w mini salonie, gadaliśmy i ryliśmy się na cały głos. Czekało nas dobrych kilka godzin jazdy. Jess narzekała że ją boli głowa i po jakimś czasie wyciągnęła mnie do pokoiku obok. Położyła sie na łóżku, a ja zrobiłem to samo.
- Gdzie teraz będziecie grać? - zapytała podpierając się na ręce.
- Paryż. - czule szepnąłem do jej ucha.
- Miasto zakochanych i takie tam bzdety. - wywróziła oczami i położyła głowę na moim ramieniu.
Przymknęła oczy i zasnęła.

____________________
________
Dość długo nie pisałam, ale nareszcie jest następny rozdział.
Stękniliście się za mną? Oczywiście że nie. :c
Rozdział taki se, ale musiałam coś napisać..
Jeśli już tu zaglądasz zostaw po sobie ślad w postaci komantarza.
Do następnej notki kochani :*

sobota, 12 października 2013

Rozdział 18 "Czy ty mnie słuchasz?"

*Alex*
Co ja zrobiłam? - pytanie które jak echo rozbrzmiewało w mojej głowie. Tak bardzo chciałabym żeby to był tylko sen. Zwykły koszmar z którego zaraz się wybudzę. A jednak nie. Kolejne sekundy mijały a koszmar trwał. Poza Jess, która zemdlała, chyba nikomu nic się nie stało. Wszyscy opuściliśmy samochód, a ja podbiegłam do Ash'a i Jess. Basista jęczał i zaklinał żeby otworzyła oczy. Zadzwoniłam po karetkę. Jakieś dwie minuty przed przyjazdem karetki Jess się obudziła. Kilku sanitariuszy zapakowało ją do pojazdu. Chcieliśmy wszyscy pojechać z nią ale wpuścili tylko Ash'a. Andy zadzwonił po taksówkę. Po 20 minutach się zjawiła i zawiozła nas prosto do szpitala. Chwile trwało zanim ich odnaleźliśmy. Siedzieli na krześle przed gabinetem. Podeszliśmy bliżej. Jess płakała.
- Co jest? - zapytał Biersack, na co z oczy Jess poleciało jeszcze więcej łez.

- Poroniła. - cicho odpowiedział Ash.
Odwróciłam się i poszłam korytarzem. Szłam szybko, coraz szybciej, prawie biegłam. Opuściłam budynek szpitala. Chciałam gdzieś iść, ale nie wiedziałam dokąd. Usiadłam na krawężniku i położyłam głowę na kolana. Ktoś usiadł koło mnie i położył rękę na moim ramieniu. Ku mojemu zaskoczeniu ktośkiem okazał się Andy. Nic nie mówił, ale to właśnie tego potrzebowałam. Po prostu przy mnie był. Gdy skończyłam rozmyślania. Wstałam a on mnie przytulił.
- Dobra, już mi lepiej. - powiedziałam odsuwając go od siebie.

Wspólnie ruszyliśmy z powrotem do szpitala. Podeszliśmy do Jess i chłopaków.
- Przepraszam. - tylko tyle udało mi się wydusić z siebie.
- Za co przepraszasz? - zapytała Jess.
- Za to że to właśnie ja prowadziłam ten cholerny samochód. - CC objął mnie ramieniem.
- Przecież to nie twoja wina. A gdyby ktoś inny prowadził przecież nie uniknęlibyśmy wypadku. - wtrącił się Andy.

- Moja. Gdyby nie ja..
- Gdyby nie ty to pewnie w ogóle bym jej nie poznał. - przerwał mi Ashley.

- Zostawicie nas na chwilę same? - zapytała Jess spoglądając na chłopaków.
- Oczywiście. - Ashley pocałował ją w czoło i we trzech zabrali walizki i wyszli ze szpitala.

- Posłuchaj mnie uważnie. Nie możesz się obwiniać. - powiedziała patrząc na mnie.
- Ale to jest moja wina.
- Czy ty mnie słuchasz? Masz się nie obwiniać. To nie koniec świata.
Po tych słowach uśmiechnęła się do mnie szeroko i przytuliła mnie. Wstałyśmy i dołączyłyśmy do chłopaków i w tym samym momencie podjechały dwie taksówki. Zapakowaliśmy do nich nasze bagaże i wsiedliśmy. Ja jechałam z CC'm i Andy'm, a Jess z Ash'em. Całą drogę gapiłam się w mijany przez nas krajobraz. Pod domem Andy rozliczył się z taksówkarzem i wypakował z bagażnika nasze rzeczy. Zebraliśmy walizki i weszliśmy do domu. Od razu poszliśmy do pokoju. Usiadłam na skraju łóżka. Pocałował mnie w szyje. Odsunęłam się.
- Przepraszam, ale nie mam siły. Tyle się dzisiaj wydarzyło. Teraz marzę tylko o tym żeby zasnąć. - powiedziałam cicho, a on w jednej chwili odsunął się ode mnie.

Przebrałam się w jakąś luźną koszulkę i położyłam się pod kołdrą. CC już po chwili leżał obok mnie. Odwróciłam się w jego stronę. Pocałowałam jego usta i szepnęłam dobranoc. Po czym mnie przytulił a ja momentalnie zasnęłam.
____________________
________
No i jest następny rozdział.
Co do zamknięcia tego bloga postanowiłam że napiszę dwadzieścia kilka rozdziałów i na tym najprawdopodobniej skończę.
Chociaż ze mną nigdy nic nie wiadomo do końca.
A co do tego rozdziału jakiś taki krótki.. i nijaki..
Do następnej notki. :3

poniedziałek, 7 października 2013

Rozdział 17 "Jesteśmy tacy sami"

*Jess*
Obudziłam się otulona silnymi ramionami Ash'a. Czyli to wszystko to jednak nie był sen. On tu na prawdę jest. Delikatnie wyplątałam się z jego uścisku i usiadłam na podłodze pod ścianą. Będzie mi go brakować. No chyba że z nim pojadę.. Przecież jeśli nie pojadę on zostanie ze mną i będzie nie szczęśliwy.. A na to pozwolić nie mogę. Z drugiej strony przecież on ma zespół, będzie wyjeżdżać w trasy, będzie musiał ćwiczyć, a ja będę mu tylko przeszkadzać. Nawet nie zauważyłam kiedy wstał i usiadł koło mnie. Zorientowałam się dopiero wtedy gdy chwycił moją rękę. Spojrzałam na niego a on delikatnie ją ucałował i uśmiechnął się.
- Jedziesz ze mną? - tak, nie mogło być cudownie, musiał mi z powrotem o tym przypomnieć.

- A co będzie z moją pracą?
- A gdzie pracujesz bo jakoś nie bardzo pamiętam.
- Widzisz, nawet nie wiesz co kocham robić.

- Wiem. - oburzył się. - Yyy.. no ten.. - delikatnie musnął moje wargi.
- Dobra, widzę że nie zgadniesz, jestem tatuażystką.
- No przecież wiedziałem, miałem to właśnie powiedzieć. - wywróciłam oczami i uśmiechnęłam się. - Będziesz mogła dalej ozdabiać ludzkie ciała, tyle że w LA.
- A co z twoim zespołem i trasami?

- Dla ciebie jestem gotowy nawet odejść z zespołu. Powiedz tylko jedno słowo.
- Nie chcę żebyś odchodził z zespołu i niszczył swoja marzenia..
-  W tej chwili moim największym marzeniem jest być przy tobie i zrobię wszystko żeby się spełniło.
- Słodki jesteś. Ale co powiedzą fani na ciężarną dziewczynę? I to na dodatek z innym chłopakiem.
-  Cokolwiek by nie powiedzieli, nie zmienią tym moich uczuć co do ciebie. Kocham moich fanów, ale ciebie kocham dużo bardziej. - położył mnie na podłodze, a moją głowę ułożył na swoich kolanach i pogłaskał moje włosy.
- A co z..
- Nie szukaj argumentów, jeśli nie wyjedziesz, zostanę. To jest pewne. - chamsko mi przerwał, ale tak słodko się uśmiecha że nie mogę się na niego długo gniewać.

- Dobrze niech ci będzie, pojadę. - uśmiechnęłam się.
- Kocham cię maleńka. - powiedział, nie przestając głaskać moich włosów.
- Też cię kocham. - podniosłam się.
Chwyciłam go za rękę i usiłowałam podnieść, lecz nie dałam rady i upadłam na niego.
- A dokąd to się pani wybiera? - zapytał spoglądając w moje oczy i mocno przytulając do siebie.
- Tam.. - machnęłam ręką w stronę drzwi.

- No to mamy problem, bo ja cię nigdzie nie puszczę. - ładnie się do mnie uśmiechnął i po chwili dodał. - No chyba że mnie jakoś przekonasz. - przejechał ręką po moich żebrach.
- Hmm.. a co jeśli cię nie przekonam?

- Spróbuj. - uśmiechnął się i lekko rozluźnił uścisk.
Podniosłam się i przelotnie pocałowałam jego wargi.

- I już?
- A czego się spodziewałeś tańca na rurze?

- Co najmniej.
- A idź.
- Pewnie. Ale dokąd?

- Albo nie, mam lepszy pomysł. Puścisz mnie ładnie a ja w zamian zrobię naleśniki. - uśmiechnęłam się.
- Naleśniczki! - krzyknął Ashley jak dziecko które dostało cukierka.
Od razu mnie puścił i zeszliśmy do kuchni. Wciągnęłam z lodówki kilka rzeczy, a Ashley usiadł przy stole.
- Wiesz co? Jednak mi się nie chce teraz robić tych naleśników. - jęknęłam.
Zrobił minkę zbitego psa. Zrobiłam mu kanapki a sama opróżniłam 3/4 zawartości lodówki.
- I nie będzie naleśniczków? - powiedział zawiedziony.
- Później. - szepnęłam siadając na jego kolanach.
- Nie ładnie tak kłamać. - szepnął do mojego ucha.

Pocałowałam namiętnie jego usta.
- Lepiej?

- Troszeczkę.
Uśmiechnęłam się.
- Chodź. Mam głupi pomysł. - powiedział z dziwnym uśmieszkiem na twarzy.
Wstał wyjął z szafki dzbanek i napełnił go wodą. Wziął mnie za rękę i poszliśmy do salonu. Włożył dzbanek w moje ręce. Stanął za mną i położył rękę na moim biodrze. Drugą ręką przechylił moją rękę z dzbankiem, a jego zawartość wylała się na śpiącego na kanapie CC'ego. Ten wydarł się i spadł z kanapy. W tym czasie ja i Ashley prawie leżeliśmy na podłodze ze śmiechu, ale już po chwili Ash zaczął uciekać przed CC'm. Po jakiś 2 minutach wrócili. Ashley miał coś na włosach. Podszedł i wtarł trochę mazi w moje włosy.

- Co to jest? - zapytałam lekko poirytowana.
- Jajko. - odpowiedzieli chórkiem.
- No to naleśników nie będzie.
- Niee - zaczął szlochać CC.

Ruszyłam w stronę schodów.
- Gdzie idziesz? - zapytał Ashley łapiąc mnie za nadgarstek.

- No chyba nie sądzisz że będę cały dzień paradować z tym jajkiem na głowie.
Weszłam do łazienki i napuściłam wody do wanny. Usiadłam na jej skraju i powoli zsunęłam z siebie spodnie. Ktoś otworzył drzwi i wpadł do łazienki. Spojrzałam na niechcianego gościa. Oczywiście Ashley.
- A ty nie wiesz że jak się wchodzi do łazienki to się puka? - zapytałam próbując zakryć moje nogi.

- Yyy, przepraszam - jęknął lekko zakłopotany nie odwracając wzroku od moich nóg - Co to jest? - zapytał po chwili.
- Nic. - odpowiedziałam lekko zmieszana.
- Dlaczego się cięłaś?
- Nie, na prawdę nie chcę o tym mówić.
- Dobra, nie chcesz to nie mów, ale proszę, nie rób tego nigdy więcej. - szepnął do mojego ucha, gładząc moje rany.
Odwiązał bandamkę z nadgarstka i pokazał blizny.

- Jesteśmy tacy sami. - powiedział.
- Najwidoczniej. - uśmiechnęłam się. - A teraz możesz już sobie iść.
- A nie mogę zostać?
- Jeśli chcesz żebym z tobą pojechała, to nie. - uśmiechnęłam się.

- Oj ty mała szantarzystko. - wywrócił oczami.
Zrobiłam wyszczerz, a on wyszedł. Przejechałam delikatnie ręką po ranach.



Dokończyłam zdejmowanie z siebie ubrań i zanużyłam się w gorącej pianie. Posiedziałam jeszcze jakiś czas, a potem wyszłam i ubrałam na siebie miękki szary szlafrok a na mokre włosy zawinęłam ręcznik. Poszłam do pokoju i stanęłam przed szafą. Otworzyłam drzwi i zaczęłam przeglądać moje ciuchy. W końcu zdecydowałam się na białą bluzkę na ramiączkach z koronką przy dekolcie i granatową spódniczkę do połowy ud. Ubrałam się i poszłam do łazienki zrobić makijarz, czyli namalować kreski elinerem, pomalować rzęsy tuszem i usta blado-różową szminką. Po skończeniu makijarzu wysuszyłam włosy. Gdy wyglądałam w miarę przyzwoicie, poszłam na strych po jakąś walizkę. Nie mogłam znaleźć odpowiednio dużej, więc wzięłam dwie mniejsze. Zniosłam je do pokoju i zaczęłam ładować do nich ciuchy. Po pół godzinie walizki były pełne, a spakowałam tylko część z moich ubrań. Poszam po jeszcze jedną walizkę i zapakowałam do niej buty i kosmetyki. Wzięłam jedną z toreb i zaczęłam znosić ją na dół. Oczywiście potknęłam się i spadłam ze schodów. Na szczęście prawie na samym dole. Za to narobiłam sporo hałasu i Andy zbiegł z góry.
- Żyjesz młoda? - zapytał podając mi rękę.
- Tak. - wstałam i podniosłam z podłogi moją walizkę.
Po chwili pojawili się również Ashley i CC.
- Nic ci nie jest? - zapytał Ash uważnie mi się przyglądając.
- Nie nie, wszystko jest okej. - lekko uniosłam do góry prawy kącik ust i ponownie chwyciłam za walizkę.
- Dlaczego mnie nie zawołałaś? Pomógł bym ci. - zapytał zabierając mi bagaż z ręki.
- Nie chciałam cię fatygować, sama też dam radę..
Wywrócił tylko oczami i wyszedł na zewnątrz z moją walizką. Poszłam na górę po następną. Ledwo zdążyłam wynieść ją za drzwi, a już pojawił się Ashley i zabrał ostatnie dwie walizki.
- W ogóle gdzie jest Alex? - zapytałam siadając w kuchni z Andy'm i CC'm.
- Nie wiem. - odburknął CC.
- Dzwoniłeś do niej?

- Kilka razy.
- Pewnie nie długo wróci. - powiedziałam i położyłam rękę na jego ramieniu.
Uśmiechnął się a później zaczęliśmy gadać o wszystkim i o niczym. Tak minęła jakaś godzina aż w końcu Alex pojawiła się.

- Gdzie byłaś? - zapytał ją CC gdy całowała go w policzek.
- Na spacerze. - odpowiedziała - Z Dave'm. - dodała po chwili. 

- No dobra to skoro już jesteśmy w komplecie to pakujemy się i jedziemy. - powiedział Andy wychodząc z kuchni.
CC, Ashley i ja wyszliśmy z kuchni, ale gdy byłam na schodach musiałam się wrócić po telefon. Tuż przed drzwiami usłyszałam fragment rozmowy.
- Nie, między nami już nic nie ma.
- Ale daj mi jeszcze jedną szansę?

 - Nie. Straciłeś swoją jedyną szansę. Teraz jestem z CC'm i jestem szczęśliwa.
- Przemyśl to. - powiedział i czule pocałował ją w usta.

- Nie, nie mam czego przemyśleć. - powiedziała i odsunęła się od niego.
Wtedy postanowiłam im przerwać.
- Przeszkadzam? - zapytałam uważnie obserwując ich reakcje.

- Nie, właśnie wychodziłem. - mój kochany braciszek oczywiście uciekł.
- Wszystko słyszałaś i widziałaś. - jęknęła.

Skinęłam głową na tak.
- Powinnaś powiedzieć o tym CC'emu.
- Co powinna mi powiedzieć? - zapytał wchodząc do kuchni.
- To może ja was zostawię. - powiedziałam opuszczając pomieszczenie.
Stanęłam w przedpokoju uważnie słuchając. Alex westchnęła i zaczęła:
- Dave dalej coś do mnie czuje i mnie pocałował.

- Co tu robisz? - zapytał Ashley.
Uciszyłam go i pociągnęłam w moją stronę.

- A ty czujesz coś do niego? - zapytał CC.
- Nie. Kiedyś z nim byłam ale to już przeszłość. Teraz jestem z tobą i bardzo cię kocham.
- Wierzę cie. Skoro mówisz że nic do niego nie czujesz to wszystko jest okej.
Wstali i poszli w kierunku wyjścia z kuchni. Szybko wzięłam Ash'a ze sobą i wyszłam an zewnątrz.
- Ładnie to tak podsłuchiwać?
- Bardzo ładnie. - wyszczerzyłam się.

- Chodź mój ty malutki szpiegu. - objął mnie ramieniem  poszliśmy w stronę auta.
Po chwili dołączyli do nas Alex i CC. Dave wyszedł przed dom a ja do niego podbiegłam i przytuliłam go.
- Dbaj o siebie braciszku i pamiętaj że jak tylko będziesz miał jakikolwiek problem dzwoń, a ja się zaraz zjawie.
- Ty też o siebie dbaj siostrzyczko i pamiętaj że tutaj zawsze będzie twój dom i zawsze będziesz mogła tu wrócić.
Wsiedliśmy do samochodu i pomachałam mu jeszcze na dowidzenia, po czym położyłam głowę na ramieniu Ash'a i przymknęłam lekko oczy.

____________________
________
No to jest rozdzialik.
Myślę że niedługo chyba zakończę to opowiadanie.
Sama nie wiem, być może napisze jeszcze jakieś inne, ale do końca nie jestem przekonana.
Dziękuję że jesteście. :)

Do następnej notki. :3