sobota, 26 października 2013

Rozdział 19 "Dokończymy wieczorem kochanie"

*kilka dni później, oczami Jess*
- No chodź już. - jęczał Ashley.
- Czekaj albo jedźcie bezemnie. - odpowiedziałam upychając rzeczy w walizce.
- Bez ciebie nie jadę. Ale mogłabyś się pospieszyć.
- Ale również mogę zostać. - stwierdziłam.
- Ale nie zostaniesz. - pocałował mnie w policzek.
Ruszył w stronę drzwi z moją walizką.
- Ey. Jeszcze się nie spakowałam.
- Trudno. Chodź już. Jeśli będziesz czegoś potrzebowała kupimy to na miejscu. No chodź już. - pociągnął mnie za rękę.
Przed domem czekała taksówka. Przekręciłam klucz w zamku i wrzuciłam do torby, którą Ashley zapakował do bagarznika. Wsiedliśmy do pojazdu a kierowca ruszył. Ashley delikatnie otulił mnie swoim silnym ciepłym ramieniem.


***
- Ashley. Boję się. - szepnęłam coraz mocniej ściskając jego dłoń.
- Po pierwsze puść, bo inaczej już nigdy nie zagram. - powiedział spokojnym głosem uwalniając swoją rękę. - Po drugie nie masz się czego bać. - wolnym ruchem pogłaskał mój policzek.
Mocno zacisnęłam powieki, a samolot wystartował. Powoli otworzyłam oczy. Żyjemy. Łał, na prawdę żyjemy. Odetchnęłam z ulgą i położyłam głowę na ramieniu Ash'a.

***

Poczułam jak ktoś podnosi mnie z fotela. Otworzyłam oczy i ujżałam Ashley'a. Uśmiechnął się do mnie i puścił mnie. Zebrałam rzeczy i wyszliśmy. Odnaleźliśmy bagaże i pojechaliśmy do hotelu wcześniej zamówioną taksówką. Pokój hotelowy dzieliłam z uroczym basistom. Rzuciłam moja walizkę na podłogę i położyłam się na dużym dwuosobowym łóżku. Ashley położył się obok. Przytuliłam się do niego i wplotłam swoje palce w jego dłoń.
- Wiesz że zaraz będziemy musieli się zbierać.
- Wiem. I dlatego chcę się tobą nacieszyć. - szepnęłam i wpiłam się w jego gorące wargi.
W tym właśnie momencie drzwi otworzyły się.

- Zbierajcie się. Koncert nie będzie czekać. - zawołał Jinxx.
Oderwałam się od Ash'a a on pocałował mnie w czoło i szepnął:
- Dokończymy wieczorem kochanie.
Po czym szybko się podniósł i podał mi rękę. Zamknęliśmy drzwi do pokoju i wyszliśmy przed budynek hotelu, gdzie już stały fanki, a reszta zespołu udzielała autografów. Gdy tylko się pojawiliśmy podbiegło do nas kilka młodych dziewczyn i prosiły Ash'a o autograf. Ashley zajął się rozdawaniem autografów, a ja odsunęłam się do tyłu. Stanęłam koło Alex i Elli i gadałyśmy o jakiś pierdołach. Gdy chłopaki stwierdzili że najwyższy czas przygotować się do koncertu, pożegnali się z fankami i wsiedliśmy do tour-busa chłopaków. W środku już siedział kierowca i gdy wygodnie usadowiliśmy się w niewielkim "salonie", odpalił silnik i ruszył. Po krótkim czasie byliśmy już na miejscu. Za kulisami stałam razem z dziewczynami. Ashley co jakiś czas zerkał w naszą stronę. Przyszła pora na ostatni utwór.
- Tą piosenkę dedykujemy wszystkim zakochanym parom. - powiedział Andy i rozbrzmiały pierwsze dźwięki Rebel Love Song.
Uważnie wsłuchiwałam się w każdy dźwięk. Lubiłam ta piosenkę. Nawet Bardzo. Zanim się obejrzeć piosenka się skończyła a chłopaki już schodzili ze sceny.
- Jeszcze tylko spotkanie z fanami i jestem cały twój. - szepnął mi do ucha Ash.
Uśmiechnęłam się i powędrowałam za nim. Spotkanie z fanami trwało jakoś około godziny. Zaraz później pojechaliśmy do hotelu.
- To jak? Już jesteś cały mój? - zapytawszy czule pocałowałam jego usta.

- Oczywiście. - pociągnął mnie za rękę w stronę windy.

***
Położyłam głowę na jego klatce piersiowej, która poruszała się w regularnym rytmie jego oddechów. Głaskał moje włosy. Nic nie mówił.
- Co ci jest? - zapytałam spoglądając na niego.
- Myślę. - odpowiedział chłodno.

- A zdradzisz mi o czym tak myślisz?
- O tobie. O tym że jeszcze nigdy nie było mi z nikim tak dobrze.

- Mi też jest z tobą dobrze. - przytulił mnie mocno do siebie.
Później gadaliśmy o wszystkim i o niczym.
- Ej idziecie.. - do pokoju wpadł Andy i urwał zobaczywszy nas.
- Nie nauczyli cię w domu pukać? - zapytałam otulając moje nagie ciało kołdrą.

- Przepraszam. Dobra, nie ważne. - powiedział po czym wyszedł tak szybko jak się zjawił.
Ponownie przytuliłam się do Ash'a i zasnęłam.

*Ash*

Rano wstałem, ubrałem się i poszedłem szukać dobrych rad. Zapukałem do drzwi pokoju naprzeciwko. Otworzył mi Andy.
- Czy ciebie do końca pojebało? Tak w środku nocy ludzi budzisz? - warknął przecierając zaspane oczy.
- Błagam cię młody potrzebuję porady. - jęknąłem.

- Wchodź i gadaj o co chodzi. - wpuścił mnie do pokoju.
- Chodzi o Jess.
- Czyli co? Zaliczyłeś ją i chcesz teraz jakoś delikatnie z nią zerwać?
- Po pierwsze jakbym chciał z nią delikatnie zerwać nie szukałbym porady u ciebie. Po drugie nie chcę z nią zrywać. Ja ją kocham.
- Nasz mały Deviancik się zakochał. Ashley się zakochał! Ashley się zakochał! - zaczął drzeć ryjca.

Do pomieszczenia weszli CC i Alex.
- Może ty mi coś poradzisz. - błagalnie spojrzałem na Alex.

- Zależy jakiej porady ode mnie oczekujesz.
- Chcę pokazać Jess że ją kocham.
- Iiii..?

- I chciałbym żeby było romantycznie, ale ja nie jestem romantyczny.
- Musisz z nią po prostu porozmawiać.
- Tak po prostu?

- Tak, po co kombinować i udawać kogoś innego?
- Wy to umiecie pomagać. Ale i tak dziękuję. - przytuliłem ją.
- Ewentualnie możesz zabrać ją gdzieś i wtedy z nią pogadać. - odwzajemniła uścisk.
- Chyba wybiorę opcję numer dwa. - powiedziałem i wyszedłem.
Powoli otworzyłem drzwi. Starałem się to robić jak najciszej. Mała chyba jeszcze spała. Położyłem się obok niej a ona otworzyła oczka.

- Gdzie byłeś?
- Byłem się przejść.
- Czemu mnie nie wziąłeś ze sobą?

- Nie chciałem cię budzić. - cmoknąłem ją w czoło.
- Wskakuj z powrotem. - odchyliła kawałek kołdry i poklepała miejsce obok siebie.

- Bardzo chętnie. Ale zaraz trzeba się będzie zbierać.
- Oj nie marudź tylko wskakuj. - położyłem się obok niej a ona nakryła mnie kołdrą.

Przysunęła się do mnie. Objąłem ją i pocałowałem. Odwzajemniła pocałunek.
- Na prawdę musimy się zacząć zbierać.
 - To ja idę się ubrać. - wyjęła ubrania z walizki i poszła do łazienki owinięta kołdrą.

Leżałem bezczynnie na łóżku dopóki drzwi łazienki się nie otworzyły. Wyszła przez nie Jess po czym kilka razy okręciła się niczym modelka.
- I jak? - zapytała wlepiając we mnie wzrok.
- Nie żeby coś ale ładniejsza jesteś bez ubrań. - powiedziałem i wpiłem się w jej usta.
- Nie żeby coś, ale jestem głodna.
- Ja tu próbuje być romantyczny a ty co? Pff. - udałem oburzonego.

- Nie musisz być romantyczny, mi wystarczy że będziesz sobą. - uśmiechnęła się.
Zabraliśmy bagaże i zanieśliśmy je do tour-busa, gdzie zaczekaliśmy na reszte i wypróżniliśmy część z zapasów lodówki. Gdy wszyscy łaskawie raczyli się pojawić, ruszyliśmy. Jess usiadła na moich kolanach. Wszyscy razem siedzieliśmy w mini salonie, gadaliśmy i ryliśmy się na cały głos. Czekało nas dobrych kilka godzin jazdy. Jess narzekała że ją boli głowa i po jakimś czasie wyciągnęła mnie do pokoiku obok. Położyła sie na łóżku, a ja zrobiłem to samo.
- Gdzie teraz będziecie grać? - zapytała podpierając się na ręce.
- Paryż. - czule szepnąłem do jej ucha.
- Miasto zakochanych i takie tam bzdety. - wywróziła oczami i położyła głowę na moim ramieniu.
Przymknęła oczy i zasnęła.

____________________
________
Dość długo nie pisałam, ale nareszcie jest następny rozdział.
Stękniliście się za mną? Oczywiście że nie. :c
Rozdział taki se, ale musiałam coś napisać..
Jeśli już tu zaglądasz zostaw po sobie ślad w postaci komantarza.
Do następnej notki kochani :*

sobota, 12 października 2013

Rozdział 18 "Czy ty mnie słuchasz?"

*Alex*
Co ja zrobiłam? - pytanie które jak echo rozbrzmiewało w mojej głowie. Tak bardzo chciałabym żeby to był tylko sen. Zwykły koszmar z którego zaraz się wybudzę. A jednak nie. Kolejne sekundy mijały a koszmar trwał. Poza Jess, która zemdlała, chyba nikomu nic się nie stało. Wszyscy opuściliśmy samochód, a ja podbiegłam do Ash'a i Jess. Basista jęczał i zaklinał żeby otworzyła oczy. Zadzwoniłam po karetkę. Jakieś dwie minuty przed przyjazdem karetki Jess się obudziła. Kilku sanitariuszy zapakowało ją do pojazdu. Chcieliśmy wszyscy pojechać z nią ale wpuścili tylko Ash'a. Andy zadzwonił po taksówkę. Po 20 minutach się zjawiła i zawiozła nas prosto do szpitala. Chwile trwało zanim ich odnaleźliśmy. Siedzieli na krześle przed gabinetem. Podeszliśmy bliżej. Jess płakała.
- Co jest? - zapytał Biersack, na co z oczy Jess poleciało jeszcze więcej łez.

- Poroniła. - cicho odpowiedział Ash.
Odwróciłam się i poszłam korytarzem. Szłam szybko, coraz szybciej, prawie biegłam. Opuściłam budynek szpitala. Chciałam gdzieś iść, ale nie wiedziałam dokąd. Usiadłam na krawężniku i położyłam głowę na kolana. Ktoś usiadł koło mnie i położył rękę na moim ramieniu. Ku mojemu zaskoczeniu ktośkiem okazał się Andy. Nic nie mówił, ale to właśnie tego potrzebowałam. Po prostu przy mnie był. Gdy skończyłam rozmyślania. Wstałam a on mnie przytulił.
- Dobra, już mi lepiej. - powiedziałam odsuwając go od siebie.

Wspólnie ruszyliśmy z powrotem do szpitala. Podeszliśmy do Jess i chłopaków.
- Przepraszam. - tylko tyle udało mi się wydusić z siebie.
- Za co przepraszasz? - zapytała Jess.
- Za to że to właśnie ja prowadziłam ten cholerny samochód. - CC objął mnie ramieniem.
- Przecież to nie twoja wina. A gdyby ktoś inny prowadził przecież nie uniknęlibyśmy wypadku. - wtrącił się Andy.

- Moja. Gdyby nie ja..
- Gdyby nie ty to pewnie w ogóle bym jej nie poznał. - przerwał mi Ashley.

- Zostawicie nas na chwilę same? - zapytała Jess spoglądając na chłopaków.
- Oczywiście. - Ashley pocałował ją w czoło i we trzech zabrali walizki i wyszli ze szpitala.

- Posłuchaj mnie uważnie. Nie możesz się obwiniać. - powiedziała patrząc na mnie.
- Ale to jest moja wina.
- Czy ty mnie słuchasz? Masz się nie obwiniać. To nie koniec świata.
Po tych słowach uśmiechnęła się do mnie szeroko i przytuliła mnie. Wstałyśmy i dołączyłyśmy do chłopaków i w tym samym momencie podjechały dwie taksówki. Zapakowaliśmy do nich nasze bagaże i wsiedliśmy. Ja jechałam z CC'm i Andy'm, a Jess z Ash'em. Całą drogę gapiłam się w mijany przez nas krajobraz. Pod domem Andy rozliczył się z taksówkarzem i wypakował z bagażnika nasze rzeczy. Zebraliśmy walizki i weszliśmy do domu. Od razu poszliśmy do pokoju. Usiadłam na skraju łóżka. Pocałował mnie w szyje. Odsunęłam się.
- Przepraszam, ale nie mam siły. Tyle się dzisiaj wydarzyło. Teraz marzę tylko o tym żeby zasnąć. - powiedziałam cicho, a on w jednej chwili odsunął się ode mnie.

Przebrałam się w jakąś luźną koszulkę i położyłam się pod kołdrą. CC już po chwili leżał obok mnie. Odwróciłam się w jego stronę. Pocałowałam jego usta i szepnęłam dobranoc. Po czym mnie przytulił a ja momentalnie zasnęłam.
____________________
________
No i jest następny rozdział.
Co do zamknięcia tego bloga postanowiłam że napiszę dwadzieścia kilka rozdziałów i na tym najprawdopodobniej skończę.
Chociaż ze mną nigdy nic nie wiadomo do końca.
A co do tego rozdziału jakiś taki krótki.. i nijaki..
Do następnej notki. :3

poniedziałek, 7 października 2013

Rozdział 17 "Jesteśmy tacy sami"

*Jess*
Obudziłam się otulona silnymi ramionami Ash'a. Czyli to wszystko to jednak nie był sen. On tu na prawdę jest. Delikatnie wyplątałam się z jego uścisku i usiadłam na podłodze pod ścianą. Będzie mi go brakować. No chyba że z nim pojadę.. Przecież jeśli nie pojadę on zostanie ze mną i będzie nie szczęśliwy.. A na to pozwolić nie mogę. Z drugiej strony przecież on ma zespół, będzie wyjeżdżać w trasy, będzie musiał ćwiczyć, a ja będę mu tylko przeszkadzać. Nawet nie zauważyłam kiedy wstał i usiadł koło mnie. Zorientowałam się dopiero wtedy gdy chwycił moją rękę. Spojrzałam na niego a on delikatnie ją ucałował i uśmiechnął się.
- Jedziesz ze mną? - tak, nie mogło być cudownie, musiał mi z powrotem o tym przypomnieć.

- A co będzie z moją pracą?
- A gdzie pracujesz bo jakoś nie bardzo pamiętam.
- Widzisz, nawet nie wiesz co kocham robić.

- Wiem. - oburzył się. - Yyy.. no ten.. - delikatnie musnął moje wargi.
- Dobra, widzę że nie zgadniesz, jestem tatuażystką.
- No przecież wiedziałem, miałem to właśnie powiedzieć. - wywróciłam oczami i uśmiechnęłam się. - Będziesz mogła dalej ozdabiać ludzkie ciała, tyle że w LA.
- A co z twoim zespołem i trasami?

- Dla ciebie jestem gotowy nawet odejść z zespołu. Powiedz tylko jedno słowo.
- Nie chcę żebyś odchodził z zespołu i niszczył swoja marzenia..
-  W tej chwili moim największym marzeniem jest być przy tobie i zrobię wszystko żeby się spełniło.
- Słodki jesteś. Ale co powiedzą fani na ciężarną dziewczynę? I to na dodatek z innym chłopakiem.
-  Cokolwiek by nie powiedzieli, nie zmienią tym moich uczuć co do ciebie. Kocham moich fanów, ale ciebie kocham dużo bardziej. - położył mnie na podłodze, a moją głowę ułożył na swoich kolanach i pogłaskał moje włosy.
- A co z..
- Nie szukaj argumentów, jeśli nie wyjedziesz, zostanę. To jest pewne. - chamsko mi przerwał, ale tak słodko się uśmiecha że nie mogę się na niego długo gniewać.

- Dobrze niech ci będzie, pojadę. - uśmiechnęłam się.
- Kocham cię maleńka. - powiedział, nie przestając głaskać moich włosów.
- Też cię kocham. - podniosłam się.
Chwyciłam go za rękę i usiłowałam podnieść, lecz nie dałam rady i upadłam na niego.
- A dokąd to się pani wybiera? - zapytał spoglądając w moje oczy i mocno przytulając do siebie.
- Tam.. - machnęłam ręką w stronę drzwi.

- No to mamy problem, bo ja cię nigdzie nie puszczę. - ładnie się do mnie uśmiechnął i po chwili dodał. - No chyba że mnie jakoś przekonasz. - przejechał ręką po moich żebrach.
- Hmm.. a co jeśli cię nie przekonam?

- Spróbuj. - uśmiechnął się i lekko rozluźnił uścisk.
Podniosłam się i przelotnie pocałowałam jego wargi.

- I już?
- A czego się spodziewałeś tańca na rurze?

- Co najmniej.
- A idź.
- Pewnie. Ale dokąd?

- Albo nie, mam lepszy pomysł. Puścisz mnie ładnie a ja w zamian zrobię naleśniki. - uśmiechnęłam się.
- Naleśniczki! - krzyknął Ashley jak dziecko które dostało cukierka.
Od razu mnie puścił i zeszliśmy do kuchni. Wciągnęłam z lodówki kilka rzeczy, a Ashley usiadł przy stole.
- Wiesz co? Jednak mi się nie chce teraz robić tych naleśników. - jęknęłam.
Zrobił minkę zbitego psa. Zrobiłam mu kanapki a sama opróżniłam 3/4 zawartości lodówki.
- I nie będzie naleśniczków? - powiedział zawiedziony.
- Później. - szepnęłam siadając na jego kolanach.
- Nie ładnie tak kłamać. - szepnął do mojego ucha.

Pocałowałam namiętnie jego usta.
- Lepiej?

- Troszeczkę.
Uśmiechnęłam się.
- Chodź. Mam głupi pomysł. - powiedział z dziwnym uśmieszkiem na twarzy.
Wstał wyjął z szafki dzbanek i napełnił go wodą. Wziął mnie za rękę i poszliśmy do salonu. Włożył dzbanek w moje ręce. Stanął za mną i położył rękę na moim biodrze. Drugą ręką przechylił moją rękę z dzbankiem, a jego zawartość wylała się na śpiącego na kanapie CC'ego. Ten wydarł się i spadł z kanapy. W tym czasie ja i Ashley prawie leżeliśmy na podłodze ze śmiechu, ale już po chwili Ash zaczął uciekać przed CC'm. Po jakiś 2 minutach wrócili. Ashley miał coś na włosach. Podszedł i wtarł trochę mazi w moje włosy.

- Co to jest? - zapytałam lekko poirytowana.
- Jajko. - odpowiedzieli chórkiem.
- No to naleśników nie będzie.
- Niee - zaczął szlochać CC.

Ruszyłam w stronę schodów.
- Gdzie idziesz? - zapytał Ashley łapiąc mnie za nadgarstek.

- No chyba nie sądzisz że będę cały dzień paradować z tym jajkiem na głowie.
Weszłam do łazienki i napuściłam wody do wanny. Usiadłam na jej skraju i powoli zsunęłam z siebie spodnie. Ktoś otworzył drzwi i wpadł do łazienki. Spojrzałam na niechcianego gościa. Oczywiście Ashley.
- A ty nie wiesz że jak się wchodzi do łazienki to się puka? - zapytałam próbując zakryć moje nogi.

- Yyy, przepraszam - jęknął lekko zakłopotany nie odwracając wzroku od moich nóg - Co to jest? - zapytał po chwili.
- Nic. - odpowiedziałam lekko zmieszana.
- Dlaczego się cięłaś?
- Nie, na prawdę nie chcę o tym mówić.
- Dobra, nie chcesz to nie mów, ale proszę, nie rób tego nigdy więcej. - szepnął do mojego ucha, gładząc moje rany.
Odwiązał bandamkę z nadgarstka i pokazał blizny.

- Jesteśmy tacy sami. - powiedział.
- Najwidoczniej. - uśmiechnęłam się. - A teraz możesz już sobie iść.
- A nie mogę zostać?
- Jeśli chcesz żebym z tobą pojechała, to nie. - uśmiechnęłam się.

- Oj ty mała szantarzystko. - wywrócił oczami.
Zrobiłam wyszczerz, a on wyszedł. Przejechałam delikatnie ręką po ranach.



Dokończyłam zdejmowanie z siebie ubrań i zanużyłam się w gorącej pianie. Posiedziałam jeszcze jakiś czas, a potem wyszłam i ubrałam na siebie miękki szary szlafrok a na mokre włosy zawinęłam ręcznik. Poszłam do pokoju i stanęłam przed szafą. Otworzyłam drzwi i zaczęłam przeglądać moje ciuchy. W końcu zdecydowałam się na białą bluzkę na ramiączkach z koronką przy dekolcie i granatową spódniczkę do połowy ud. Ubrałam się i poszłam do łazienki zrobić makijarz, czyli namalować kreski elinerem, pomalować rzęsy tuszem i usta blado-różową szminką. Po skończeniu makijarzu wysuszyłam włosy. Gdy wyglądałam w miarę przyzwoicie, poszłam na strych po jakąś walizkę. Nie mogłam znaleźć odpowiednio dużej, więc wzięłam dwie mniejsze. Zniosłam je do pokoju i zaczęłam ładować do nich ciuchy. Po pół godzinie walizki były pełne, a spakowałam tylko część z moich ubrań. Poszam po jeszcze jedną walizkę i zapakowałam do niej buty i kosmetyki. Wzięłam jedną z toreb i zaczęłam znosić ją na dół. Oczywiście potknęłam się i spadłam ze schodów. Na szczęście prawie na samym dole. Za to narobiłam sporo hałasu i Andy zbiegł z góry.
- Żyjesz młoda? - zapytał podając mi rękę.
- Tak. - wstałam i podniosłam z podłogi moją walizkę.
Po chwili pojawili się również Ashley i CC.
- Nic ci nie jest? - zapytał Ash uważnie mi się przyglądając.
- Nie nie, wszystko jest okej. - lekko uniosłam do góry prawy kącik ust i ponownie chwyciłam za walizkę.
- Dlaczego mnie nie zawołałaś? Pomógł bym ci. - zapytał zabierając mi bagaż z ręki.
- Nie chciałam cię fatygować, sama też dam radę..
Wywrócił tylko oczami i wyszedł na zewnątrz z moją walizką. Poszłam na górę po następną. Ledwo zdążyłam wynieść ją za drzwi, a już pojawił się Ashley i zabrał ostatnie dwie walizki.
- W ogóle gdzie jest Alex? - zapytałam siadając w kuchni z Andy'm i CC'm.
- Nie wiem. - odburknął CC.
- Dzwoniłeś do niej?

- Kilka razy.
- Pewnie nie długo wróci. - powiedziałam i położyłam rękę na jego ramieniu.
Uśmiechnął się a później zaczęliśmy gadać o wszystkim i o niczym. Tak minęła jakaś godzina aż w końcu Alex pojawiła się.

- Gdzie byłaś? - zapytał ją CC gdy całowała go w policzek.
- Na spacerze. - odpowiedziała - Z Dave'm. - dodała po chwili. 

- No dobra to skoro już jesteśmy w komplecie to pakujemy się i jedziemy. - powiedział Andy wychodząc z kuchni.
CC, Ashley i ja wyszliśmy z kuchni, ale gdy byłam na schodach musiałam się wrócić po telefon. Tuż przed drzwiami usłyszałam fragment rozmowy.
- Nie, między nami już nic nie ma.
- Ale daj mi jeszcze jedną szansę?

 - Nie. Straciłeś swoją jedyną szansę. Teraz jestem z CC'm i jestem szczęśliwa.
- Przemyśl to. - powiedział i czule pocałował ją w usta.

- Nie, nie mam czego przemyśleć. - powiedziała i odsunęła się od niego.
Wtedy postanowiłam im przerwać.
- Przeszkadzam? - zapytałam uważnie obserwując ich reakcje.

- Nie, właśnie wychodziłem. - mój kochany braciszek oczywiście uciekł.
- Wszystko słyszałaś i widziałaś. - jęknęła.

Skinęłam głową na tak.
- Powinnaś powiedzieć o tym CC'emu.
- Co powinna mi powiedzieć? - zapytał wchodząc do kuchni.
- To może ja was zostawię. - powiedziałam opuszczając pomieszczenie.
Stanęłam w przedpokoju uważnie słuchając. Alex westchnęła i zaczęła:
- Dave dalej coś do mnie czuje i mnie pocałował.

- Co tu robisz? - zapytał Ashley.
Uciszyłam go i pociągnęłam w moją stronę.

- A ty czujesz coś do niego? - zapytał CC.
- Nie. Kiedyś z nim byłam ale to już przeszłość. Teraz jestem z tobą i bardzo cię kocham.
- Wierzę cie. Skoro mówisz że nic do niego nie czujesz to wszystko jest okej.
Wstali i poszli w kierunku wyjścia z kuchni. Szybko wzięłam Ash'a ze sobą i wyszłam an zewnątrz.
- Ładnie to tak podsłuchiwać?
- Bardzo ładnie. - wyszczerzyłam się.

- Chodź mój ty malutki szpiegu. - objął mnie ramieniem  poszliśmy w stronę auta.
Po chwili dołączyli do nas Alex i CC. Dave wyszedł przed dom a ja do niego podbiegłam i przytuliłam go.
- Dbaj o siebie braciszku i pamiętaj że jak tylko będziesz miał jakikolwiek problem dzwoń, a ja się zaraz zjawie.
- Ty też o siebie dbaj siostrzyczko i pamiętaj że tutaj zawsze będzie twój dom i zawsze będziesz mogła tu wrócić.
Wsiedliśmy do samochodu i pomachałam mu jeszcze na dowidzenia, po czym położyłam głowę na ramieniu Ash'a i przymknęłam lekko oczy.

____________________
________
No to jest rozdzialik.
Myślę że niedługo chyba zakończę to opowiadanie.
Sama nie wiem, być może napisze jeszcze jakieś inne, ale do końca nie jestem przekonana.
Dziękuję że jesteście. :)

Do następnej notki. :3

piątek, 27 września 2013

Rozdział 16 "Kocham cię najbardziej na świecie"

*Alex*
- Ja.. ja..
- No wyduś to z siebie. - warknęłam.
- Jestem w ciąży. - powiedziała przez łzy.
- Powiedziałaś już Ashley'owi?

- Nie..
- Musisz to jak najszybciej zrobić.
- Tyle że to nie jego dziecko. - zaczęła płakać jeszcze bardziej.
- Jak to?! W takim razie czyje? - no tym to mnie zaskoczyła.
- Dave zaprosił znajomych, był alkohol i trochę za dużo wypiłam i przespałam się z kumplem Dave'a. Gdybym mogła cofnąć czas na pewno bym to zrobiła.
- A Dave o tym wie?
- Na razie wiesz tylko ty.
- A co z Ash'em? On cię na prawdę kocha.
- Nie potrafiłabym z nim być.
- Kiedy to było?
- Jeszcze przed moim przyjazdem do was.
- Powiedz mu o tym wszystkim. On cię kocha. A ty kochasz jego.
- Skąd wiesz że go kocham?
- To widać. Daj wam szanse.
- Może. Najpierw muszę się zdobyć na odwagę i mu o tym wszystkim opowiedzieć.
- Jak chcesz to mogę to zrobić za ciebie.
- Nie, dam sobie radę.
- Dobra to ja idę nie będę wam przeszkadzać. - powiedziałam widząc Ash'a w drzwiach.
Poszłam do salonu, gdzie CC spał na kanapie a Andy na fotelu. Usiadłam na skraju kanapy a CC powoli otworzył oczy. Pocałowałam go w policzek i szepnęłam:
- Śpij dalej. - i ułożyłam się koło niego i usnęłam.

*Ash*
Usiadłem nie pewnie koło Jess.

- To co takiego ważnego masz mi powiedzieć? - zacząłem.
- Jestem w ciąży. - jęknęła i położyła głowę na stole.

- Nie pamiętam żebyśmy się aż tak zbliżyli ale..
- Z tym że to nie twoje dziecko.
- Auć. W takim razie przepraszam że ci się tak narzucałem. Jutro zniknę z twojego życia raz na zawsze.

- Nie, czekaj Ashley, ja cię kocham.
- I dlatego przespałaś się z innym?
- Nie, to nie tak.
- A jak?
- Byłam pijana i nie chciałam tego. Po za tym wtedy cię jeszcze nie znałam.
- Od kiedy jesteś w ciąży i jak długo o tym wiesz?

- Drugi miesiąc, zrobiłam test po powrocie od was.
Zamilknąłem, nie wiedziałem co mam powiedzieć. Chciałem to wszystko przemyśleć na spokojnie. Wyszedłem. Jess poszła za mną.
- Ashley gdzie idziesz?

- Przejść się. Chcę być sam.
Narzuciłem na głowę kaptur i poszedłem szybkim krokiem nad tą rzekę nad którą siedziałem dzisiaj z Jess. Nie było tam nikogo usiadłem na trawie nie zwracając na nic uwagi. Położyłem się. Do oczu napłynęły mi łzy. Kobieta którą na prawdę pokochałem ma mieć dziecko z innym. Ty to masz szczęście Ashley. Tak leżałem i myślałem a deszcz coraz mocniej zalewał moją twarz. Cholera Ashley przecież ty ją kochasz, zrób coś z tym...

- Ashley?! - usłyszałem głos z oddali.
Podniosłem się i spojrzałem w stronę wcześniej usłyszanego dźwięku. Po chwili tuż obok mnie klęczała Jess zalana łzami.

- Kocham cię. - powiedziałem.
- Pomimo tego wszystkiego?
- Kocham cię, najbardziej na świecie. - wpiłem się w jej usta.
- Ja ciebie też kocham, ale nie rób tak nigdy więcej.
Uśmiechnąłem się i przytuliłem ją.
- Chodź do domu. - szepnęła do mojego ucha.

Wstałem i jeszcze raz ją przytuliłem. Poszliśmy.
- Gdzie wyjście się znowu szlajali? - zapytała Alex gdy weszliśmy do domu.

Nic nie odpowiedzieliśmy. Zmierzyła nas wzrokiem.
- Już się pogodziliście? - zapytała unosząc jedną brew.
Położyłem ręce na biodrach Jess i delikatnie cmoknąłem w policzek, na co ona się uśmiechnęła. Do przedpokoju wszedł Andy.
- Jutro musimy wracać. Chcą żebyśmy jeszcze zrobili próby przed trasą.

- A ty jedziesz z nami. - szepnąłem do ucha Jess.
- Nie mogę. - jęknęła i ruszyła w stronę schodów.

- Jak to?
- Normalnie. - powiedziała i poszła na górę.
Poszedłem za nią.
- Dlaczego nie chcesz z nami jechać?
- Kto powiedział że nie chcę? Nie mogę.
- Ale dlaczego?
- Moje życie jest tutaj. Kocham cię najbardziej na świecie ale nie mogłabym wyjechać.

- Nie potrafię cię tu zostawić. Jeśli ty ze mną nie wyjedziesz, ja zostanę z tobą.
- Nie możesz. Ashley a co z zespołem?

- Ty jesteś dla mnie ważniejsza niż jakiś tam zespół.
- Nie mów tak. Proszę, nie będziesz szczęśliwy jeśli ze mną zostaniesz.
- Ale jeśli wyjade bez ciebie też będę nie szczęśliwy.
- Ashley nie komplikuj tego wszystkiego.
- Proszę wyjedź ze mną.
- Nie mówmy o tym teraz.
Jess usiadła na łóżku, a ja usiadłem obok niej.
- Proszę cię jedź ze mną.
- Nie zaczynaj znowu. Cieszmy się chwilą. Nie myślmy o przyszłości. - powiedziała po czym usiadła na mnie okrakiem i wpiła się w moje usta. Pogłębiłem pocałunek. Delikatnie przygryzła moją dolną wargę. Popchnęła mnie na łóżko. Ponownie wpiła się w moje usta. Na zewnątrz zagrzmiało a ona spadła na podłogę.
- Jesteś cała? - zapytałem podnosząc ją.

- Chyba tak. - powiedziała i z powrotem usiadła na moich kolanach.
Na dworze ponownie zagrzmiało, a ona mocno zacisnęła ręce na moim ramieniu.
- Boisz się burzy? - zapytałem podnosząc jej podbródek.
W jej pięknych oczkach świeciły się łzy. Skinęła potakująco głową. Przytuliłem ją mocno do siebie.

- Może zejdziemy na dół i obejrzymy jakiś film?
- No to chodźmy - wstała i pociągnęła mnie za rękę.
W salonie siedzieli wszyscy. Dave coś brzdąkał na gitarze. Jess koło niego usiadła, a ja koło niej. Po jakimś czasie włączyli jakiś film. Horror. Jess nie bała się filmu. Bała się burzy. A Alex odwrotnie. W każdym razie Jess tuliła się do mnie a Alex do CC'ego. Andy natomiast siedział z ofochaną miną i marudził że jego nie ma kto przytulić. Gdy film się skończył Jess pokazała im pokój i kazała się między sobą dogadać kto gdzie śpi. Później wzięła mnie i poszliśmy na górę. Położyła się na łóżku i skinęła na mnie żebym zrobił to samo. Ułożyłem się koło niej. Złapała moją rękę i wsunęła pod swoją bluzkę. Kolejny trzask. Zadrżała. Przytuliłem ją i pocałowałem w czoło.
- Śpij skarbie. - szepnąłem, a ona zamknęła oczy.

Przymknąłem lekko powieki i nawet nie zauważyłem kiedy zasnąłem.
____________________
________
Sama nie wiem co chciałam przekazać w tym rozdziale..
Szału nie ma..
No ale rozdział jest.
Dziękuje za wszystkie komentzarze, w sumie to dzięki nim wciąż piszę.

minimum 6 komentarzy = następny rozdział

środa, 25 września 2013

Rozdział 15 "To wszystko jest skomplikowane"

*Ashley*
- Alex?
- Cześć! - Alex rzuciała mu się na szyję jakiemus typowi.
- Hej piękna. - pocałował ją w policzek, a potem spojrzał na nas. - Czy oni są..?
- Tak, Ashley, Andy, CC. - wcięła mu się w słowo.
- Wchodźcie. - nieznajomy zaprosił nas do domu. 
Weszliśmy do wnętrza.
- Kto przyjechał? - usłyszeliśmy kobiecy głos a tuż po chwili kroki na schodach.
Na początku nie rozpoznałem właścicielki głosu, lecz gdy stała nie daleko nas wiedziałem że to Jess. 
Przytuliła Alex i zapytała:
- Co wy tu robicie?
- Jej pytaj. - Andy wskazał Alex, a ta tylko się uśmiechnęła.
Przytuliła wszystkich za wyjątkiem mnie.

- A ze mną to już się nie przywitasz?
- Ty nie zasłużyłeś. - powiedziała i uśmiechnęła się do mnie serdecznie.
Zrobiłem ofochaną minkę, a ona podeszła do mnie i rzuciła mi się na szyję.
- Tęskniłem. - wyszeptałem jej do ucha.

- Ja też. - wyszeptała i odsunęła się ode mnie. - To jak wyjaśni mi ktoś co tu robicie?
- Później. - jęknęła Alex i uśmiechnęła się.
- Chodźcie do salonu, usiądziemy i pogadamy. - powiedział ten jakiś tam typ.
Wszyscy ruszyliśmy za nim ale ktoś chwycił moją dłoń i pociągnął mnie do tyłu. Chciałem się odwrócić ale ktoś położył głowę na miom ramieniu.
- Chodź się ze mną przejść. - Jess wskoczyła mi na plecy.
Zachwiałem się i upadłem razem z nią na podłogę. Jess zaczęła się śmiać jak głupia, a ja razem z nią. Gdy opanowaliśmy napady śmiechu, pozbieraliśmy sie z podłogi i poszliśmy. Okolica tu była piękna. Długo spacerowaliśmy w milczeniu. Weszliśmy do jakiegoś lasu, później wyszliśmy koło jakiejś rzeki. Usiadłem na trawie a Jess tuż obok mnie. Oparła o mnie swoją głowę.

- Tak bardzo mi ciebie brakowało. - szepnęła.
Uśmiechnąłem się.
- O czym nie chciałaś rozmawiać ze mną przez telefon?
- O niczym, nie ważne.
Nie chciałem naciskać, jeśli będzie chciała to sama powie. Zapadła niezręczna cisza.
- Jess... - wyszeptałem cicho, a ona spojrzała na mnie. - Kocham cię.
Znieruchomiała wpatrując się we mnie.
- Ey. - szturchnąłem ją i pomachałem jej ręką przed twarzą. - Żyjesz?
Przytuliła się do mnie. Po chwili poczułem że płacze. Uniosłem jej głowę i spojrzałem w jej zaszklone oczka.
- Co się stało?

- Nic. Nie ważne. Nic takiego.
- Skoro nic takiego to chyba możesz powiedzieć?

- Nie chcę o tym mówić. Naprawdę wszystko jest okej. 
Położyłem się na trawie. Jess ułożyła się obok mnie. Gapiliśmy się w chmury i kłóciliśmy się co przypominają, śmiejąc się przy tym jak opętani. Później zaczęło lekko padać. Zdjąłem bluzę i okryłem jej ramiona. Uśmiechnęła się i pocałowała mnie w policzek. Potem zapadła niezręczna cisza. Deszcz padał coraz mocniej. Ruszyliśmy w stronę domu Jess. Całą drogę się do mnie nie odzywała i w ogóle była jakaś smutna. Padało coraz mocniej. Gdy staliśmy już prze domem zagrzmiało. Stałem tuż obok niej. Patrzyłem w jej piękne, głębokie, zielone oczka. Położyłem  moje ręce na jej ramionach, a ona swoje na moich biodrach. Byliśmy coraz bliżej siebie. Nasze wargi złączyły się w namiętnym pocałunku. Po chwili odsunęła się ode mnie i szybko weszła do środka. Wziąłem swoje bagaże i również wszedłem do domu. Jess zaprowadziła mnie do jakiegoś pokoju gdzie przebrałem się w jakieś suche ciuchy które wygrzebałem z walizki. Do pokoju weszła Jess i oddała moją bluzę. Już miała wyjść, ale się wróciła i powiedziała:
- Możemy udawać że tego nie było? 
- Nie, nie możemy.
- Proszę cię. Nie komplikuj wszystkiego jeszcze bardziej niż jest.

- Ale to jest proste. Kocham cię. I myślę że ty mnie też.
- Ashley. - jęknęła i wyszła, a ja poszedłem za nią.
- Proszę cię. Daj mi szansę.
- Nie mogę. Wybacz mi.

Poszła do kuchni gdzie siedziała Alex i ten gościu co wpuścił nas do domu.


*Alex*
Ashley i Jess wrócili, ale coś jest nie tak. Oboje są tacy jacyś jakby smutni.
- Jess? Możemy pogadać na osobności? - zapytałam na co ona skinęła potakująco głową a Dave i Ashley wyszli z kuchni.
- Co się dzieje? - zaczęłam.

- Nic. - odpowiedziała szybko.
- Nie musisz udawać, przecież widzę.
- Bo to wszystko jest skomplikowane.

- No ale powiedz co się dzieje.
- Ja..

____________________
________
No to jest rozdzialik <3
Postanowiłam trochę namieszać.
Mam nadzieję że rozdział wam się podoba :3
Macie pomysł co Jess ukrywa? c;
Podnosimy stawkę
nowy rozdział = minimum 5 komentarzy

czwartek, 19 września 2013

Rozdział 14 "Oczywiście że zostawię cię w lesie Andy"

*Ash*
- Jess? Ja... Ja tęsknię za tobą. Proszę wróć. 
- Zaskoczyłeś mnie, ale nie mogę wrócić, a na pewno nie teraz.
- Coś się stało?
- To nie jest rozmowa na telefon.
- To przyjedź do nas i wszystko nam opowiesz.

- Tak jak już wcześniej mówiłam nie mogę.
- Możesz. - po chwili milczenia spojrzałem na ekran, rozłączyła się.
Oddałem telefon Alex i posmutniałem jeszcze bardziej.
- Przepraszam. - wyszeptała i pogłaskała mnie po policzku.

- Za co?
- No bo miałeś się poczuć lepiej a nie..
- Przecież to nie twoja wina.
- Ale uśmiechnij się do mnie. Proszę. - cały czas głaskała mój policzek.
Chwyciłem jej dłoń, ale się nie uśmiechnąłem nie potrafię.
- Dobra, pakuj się.
- Po co?

- Zobaczysz, po prostu sie spakuj.
- No ale..
- No weź mi zaufaj, spakuj się i nie pytaj o nic.

Wyszła a ja wykonałem polecenie. Nie wiedziałem o co jej chodzi, no ale niech jej  będzie.

*Alex*
- Ej? Chłopaki jedziecie z nami? - zapytałam wpadając do salonu.
- Do kąd? Z kim? - zapytała mój kuzynek.
- Ze mną i Ash'em. A dokąd nie mogę zdradzić.
- Ty weź jedź z nimi i jej pilnuj. - powiedział Andy i szturchnął CC'ego w ramie.
- No tak, nie obyło by sie bez tej błyskotliwej uwagi. To jedziecie czy nie?
- Jak nie powiesz dokąd to nie jadę. Jeszcze mnie gdzieś w lesie zostawisz. - zrobił smutną minkę.
- Oczywiście że zostawię cię w lesie Andy. - uśmiechnęłam się - A wy jedziecie?

- Nie. Lece z Ellą na Hawje.
- A my to co? Nas nie zabierzesz? - wyjęczał Andy.
- Nie. Z wami to wstyd się gdziekolwiek pokazać. - Jake pokazał mu język.
- A ty jedziesz? - zapytałam siadając na kolanach CC'ego.
- Pewnie, przeciez nie puszczę cię samą z Ash'em.
- A co nie ufasz mi?

- Ufam. Ale wolę cię pilnować, tak na wszelki wypadek.
- Dobra, ja też z wami jadę. Nie będę tu siedział sam jak sobie wszyscy wyjedziecie.- odezwał się Andy i poszedł na górę. 
Spakowaliśmy się i zeszliśmy na dół. Andy już czekł a Ashley'a nadal nie było. Poszłam go poszukać. Weszłam do jego pokoju siedzał na łóżku.
- Co jest? Chodźmy już.
- Nie chcę nigdzie jechać.
- Albo ze mną pójdziesz albo cię zaciągnę na dół siłą. - tak, wiem że pewnie nie dam rady, ale zawsze trzeba spróbować.

Nie widziałam rzadnej reakcji z jego strony więc wzięłam go za ręce i zaczęłam ciągnąć w stronę drzwi. Z Ash'em na plecach wyglądałam co najmniej komicznie. Ale przynajmniej znaleźliśmy się koło samochodu. Wróciłam jeszcze do domu po jego bagaże, a w tym czasie chłopaki zapakowali się do pojazdu. CC chciał prowadzić maszynę a Andy zajął miejsce z przodu obok kierowcy. Ashley usiadł z tyłu a ja zarządziłam  małą przesiadkę. CC przesiadł się do tyłu a ja za kierownicę. Jechaliśmy koło 2 godzin, aż wreszcie dojechaliśmy. Ujrzałam dobrze mi znany mi dom i uśmiechnęłam się. Chłopaki lekko zdezorientowani podeszli za mną pod drzwi. Zapukałam a po chwili drzwi się uchyliły. 
- Alex?
____________________
________

Krótki, co wynika z barku weny i czasu wolnego.
I jakiś taki nijaki..
Następny posraram się napisać lepszy i dłuższy. ;)
Macie jakies teorie kto otworzył drzwi? :d
 W ogóle dziękuję za prawie 1000 wyświetleń. <3 
Nie spodziewałam się że kiedykolwiek będę tyle miała. c':
nowy rozdział = minimum 3 komentarze c:

piątek, 13 września 2013

Rozdział 13 "Grypa"

*Ash*
- Nie - powiedziałem odsuwając się od niej. - Nic już z tego nie rozumiem.
- Czego nie rozumiesz? - zapytała swoim pięknym melodyjnym głosem.
- Wszystkiego, no bo najpierw każesz mi siebie nie dotykać a teraz to. - nie wiedziałem co mam zrobić.
- Wiesz co masz rację, i tak nic by z tego nie wyszło po za tym dzisiaj wyjeżdżam. - westchnęła po chwili i wbiła wzrok w podłogę.
- Jak to wyjeżdżasz? - w tym momencie chciałbym się po prostu rozpłakać.
- Normalnie, i tak nadużyłam już waszej gościnności. 

- Nie, możesz zostać ile tylko chcesz.
- Ale ty wiesz że mnie nie przekonasz i i tak pojadę? - zapytała spoglądając na mnie.
Nic na to nie odpowiedziałem, tylko westchnąłem. Nie chciałem żeby wyjeżdżała, chociaż sam nie wiedziałem dlaczego, przecież praktycznie jej nie znam. Zszedłem na dół i zrobiłem jej śniadanie, gdy wróciłem była już przebrana, dopinała walizkę. Zniosłem na dół jej bagaże. Czekała aż wszyscy wstaną bo chciała się pożegnać. Usiedliśmy w salonie a ona włączyła jakiś film. Nie mogłem się na niczym skupić, cały czas myślałem jakby ją tu zatrzymać.

*CC*

Siedziałem i patrzyłem na nią. Biedna, miała chyba gorączkę. Siedziałem i nie śmiałem nawet drgnąć. Nie chciałem jej budzić. Tak ślicznie wygląda, jak śpi. Otworzyła oczy i przeciągnęła się. Chciałem ją pocałować ale mnie lekko odepchnęła.
- Przepraszam ale źle się czuję i nie chcę cię zarazić. - powiedziała zachrypniętym głosem i uśmiechnęła się.
- Co ci jest maleńka? - zapytałem i dotknąłem jej czoła.
- Głowa mnie boli, gardło mnie boli i zimno mi.
- Dobra, zjemy coś i jedziemy do lekarza.
Pomogłem jej wstać, przebraliśmy się i zeszliśmy na dół. W salonie siedzieli Jess i Ashley. My natomiast poszliśmy do kuchni i moja mała usiadła przy stole a ja zrobiłem jej jedzenie. Podałem kanapki i herbatkę. Prosiłem, błagałem, szantarzowałem ale mimo tego i tak nic nie zjadła. Mówiła że nie może nic przełknąć. Pojechaliśmy do lekarza na miejscu poczekaliśmy kwadrans i przyjęli moją królewnę. Po jakiś kolejnych piętnastu minutach wyszła z karteczka w ręce. Wstałem i opuściliśmy przychodnię. Po drodze do domu zachaczyliśmy o aptekę i z zakupionymi lekami wróciliśmy do domu. Mała musiała iśc sie położyć. Poszedłem razem z nią i dopilnowałem żeby wzięła lekarstwa. Położyła się na łóżku i kazała mi usiąść obok. Wplotła palce w moją dłoń i oparła głowę o moje ramię.

*Jess*

Siedzę cały czas z Ash'em. Czułam się trochę nie swojo. Teraz wiedziałam że napewno muszę wyjechać dzisiaj. CC i Alex gdzieś wyszli a później wrócili bez słowa. Wzięłam Ash'a i poszłam z nim do pokoju CC'ego. Zapukałam i po chwili usłyszałam ciche "proszę". Nacisnęłam klamkę i weszłam ciągnąc za sobą Ash'a. CC spojrzał na nas, a Alex chyba spała.
- Co jej jest? - odezwał się Ash siadając na łóżku.
- Grypa.
Stałam koło łóżka i nie wiedziałam co mam zrobić. Ashley posadził mnie sobie na kolanach i owinął ręce wokół mojej tali. Christian tylko na nas dziwnie spojrzał, a Alex się obudziła. Spojrzała na nas i się uśmiechnęła.
- Dobra, no to na mnie już pora. - powiedziałam niepewnie wstając z kolan Ash'a.
- Gdzie ty sie wybierasz? - warknęła moja przyjaciółka.
- Do domu, wyjeżdżam.
- Jak to?
- Po prostu wyjeżdżam, wiec przydałoby się pożegnać.
- Zostawicie nas na chwilę same? - zapytała Alex spoglądając na chłopaków.
Bez słowa wyszli a Alex podniosła się do pozycji siedzącej.
- Dlaczego chcesz wyjechać? A co z Ash'em?

- I tak juz tu długo jestem, a miałam przyechać tylko na trochę. A co ma być z Ash'em?
- No nie wiem. Ty mi powiedz.
- Nic nie ma.

- I nic do niego nie czujesz?
- Nie. I postanoowione, zaraz jak się pożegnam wyjeżdżam.
- Ale odwiedzisz nas jeszcze kiedyś?
- Ta. - mruknęłam cicho i rzuciłam jej się na szyję. - Będę za tobą tęsknić. A może to ty byś mnie teraz odwiedziła?
- Zobaczymy jak sie wszystko ułoży. - odpowiedziała po czym wstałam i wyszłam w drzwiach jeszcze przytuliłam CC'ego.
Potem pożegnałam chłopaków i przyszła kolej Ash'a. Przytuliłam go a moje oczy zaszkliły się, mimo to wiedziałam że musze być silna i nie mogę się rozkleić. Nie teraz.
- Zostań z nami młoda. - szpnął mi do ucha.
Przyjemny dźwięk jego głosu sprawiał że zapominałam o wszystki. Po chwili jednak się ogarnęłam i odpowiedziałam krótko:
- Nie. - oraz pocałowałam go w policzek, zabrałam bagaże i wyszłam.

*Alex*

Leżałam sobie w wygodnym łóżeczku, CC leżał ze mną, zaplatałam mu warkoczyki i przy tym śmiałam się jak głupia, po prostu żyć nie umierać. No może jeszcze jakby gardło i głowa tak nie bolały. Po jakimś czasie przypomniałam sobie jednak o Ashley'u i pomyślałam że warto by było zobaczyć jak się trzyma. Jakoś za bardzo nie wierzyłam Jess jak mówiła że nic między nimi nie ma. Założyłam mięciutki czarny szlafrok CC'ego i podreptałam do Ash'a. Zapukałam i już po chwili nacisnęłam klamkę. Basista siedział oparty o ścianę i popijał Jack'a Daniel's'a.
- Jak sie trzymasz? - zapytałam siadając koło niego.
- Zajebiście. - wrknął i wziął kolejnego łyka.
- Na pewno?
Nic nie odpowiedział, wypił resztki i rzucił pustą butelkę w kąt.
- To jak? Powiesz mi o co chodzi?
- Czy ty możesz się ode mnie odpierdolić? - wydarł się na mnie, chwytając mnie mocno za nadgarstki.
- Auł, to boli. Możesz puścić? - zapytałam a po moim policzku spłynęła łza.
Wypuścił moje nadgarstki, odepchnął mnie i schował głowę w kolanach.
- Przepraszam cię. Możesz zostawić mnie samego?
- Dobrze, ale jak będziesz chciał pogadać to pamiętaj że zawsze możesz do mnie przyjść. - chciałam się uśmiechnąć ale nie za bardzo mi to wyszło.

Wróciłam do CC'ego i wskoczyłam spowrotem do łóżeczka. Przegadałam z nim resztę dnia, wzięłam następną porcję leków i poszłam spać.

***
Następny tydzień spędziłam w łóżku. CC koło mnie biegał i spełniał wszystkie moje prośby. Trochę mnie to denerwowało no ale nie pozwalał mi nawet wstać. Po tym tygodniu gdy poczułam się lepiej i popstanowiłam że nie przeleże kolejnego dnia. Przez cały ten czas ani razu nie widziałam Ash'a.
- W ogóle gdzie jest Ashley?
- Praktycznie nie wychodzi z pokoju. - odpowiedział mi CC.

Bez zastanowienia poszłam do Ash'a. Leżał na łóżku i patrzył się w sufit. Położyłam się koło niego. Nie spojrzał na mnie. Nawet nie drgnął.
- Co ci jest? - nic nie odpowiedział,  zaczekałam dłuższą chwilę i dalej nic.- Czy jaśnie szanowny pan Purdy racz się do mnie odezwać?

- Nie chce teraz gadać.
- Albo ze mną teraz pogadasz albo cię zmuszę.
- Nie mogę przestać myśleć o Jess i nie mogę sobie wybaczyć że tak łatwo dałem jej wyjechać. - wykrzyczał. - Zadowolona?
Wiedziałam, po prostu wiedziałam.
- Nawet nie wiesz jak bardzo. - uśmiechnęłam się. - No to co zamierzasz z tym zrobić?

- Nic, a co mam zrobić?
- Spróbować z nią porozmawiać o waszych uczuciach?
- A może jednak nie?

Boże, jak z dzieckiem. Wyjęłam z kieszeni telefon i wybrałam numer.
- Halo? Cześć. Ashley ma ci coś do powiedzenia. - podałałam urządzenie Purdy'emu. 

- Jess? Ja...
____________________
________

No, to jest rozdział.. Jakoś wcześniej nie było czasu żeby go napisać. Dziękuję wszystkim którzy to czytają. ;3
nowy rozdział = przynajmniej 3 komentarze