poniedziałek, 23 grudnia 2013

† Ogłoszenie parafialne

Założyłam nowego bloga:
This is a Rebel Love Song
Serdecznie zapraszam.

Od razu mówię, nie porzucam tego, ale kończą mi się pomysły i w ogóle pisanie tu ostatnio przychodzi mi z wielkim trudem.. Jestem w trakcie tworzenia kolejnego rozdziału, ale jakoś się zacięłam i nie mogę go skończyć.. Postaram się to zrobić jeszcze w tym roku, ale nic nie obiecuje..

Do następnej notki kochani. :*

sobota, 7 grudnia 2013

Rozdział 22 "Mikołajki"

Próbowałam zasnąć, ale nie mogłam. W mojej głowie było za dużo myśli. Po co ja w ogóle pojechałam w tą trasę? Po co ja w ogóle pojechałam wtedy do nich? Co ja teraz mam zrobić? Szukałam w głowie odpowiedzi. W końcu doszłam do wniosku, że najlepiej będzie jeśli wyjadę. Zniknę z ich życia raz na zawsze. W prawdzie przywiązałam się do nich wszystkich, ale będę musiała sobie dać radę bez nich. Na moim telefonie pokazał się znaczek który oznacza niski poziom baterii. Zdjęłam słuchawki i wrzuciłam je do torebki. Popatrzyłam na Andy'ego który zajmował miejsce obok. Spał. Wyjęłam jeszcze na chwilę telefon i cyknęłam mu fotkę. Uśmiechnęłam się do wyświetlacza, po czym telefon z powrotem wylądował w mojej torebce.
- Cześć mała - usłyszałam przede mną głos.
Podniosłam wzrok. Zobaczyłam tą twarz i uparcie powtarzałam w głowie, że to nie może być prawda.
- Pamiętasz mnie skarbie? - zapytał.
- Takiej mordy nie da się zapomnieć.
- Wiem że nie najlepiej zaczęliśmy znajomość.. Ale mogłabyś mi dać drugą szansę..
- Nie najlepiej? Jeszcze cię nie poznałam a już cię nie chcę znać. U mnie się nie dostaje drugich szans. Ale jeżeli już, to jest ktoś, kto na taką szansę zasługuje o wiele bardziej niż ty.
Nie odzywał się już do mnie więcej. Reszta lotu minęła jakoś spokojnie, posiedziałam, pogadałam z Andy'm i jakoś zleciało.
- To on? - zapytał CC gdy wysiadaliśmy, na tyle cicho, żeby nikt po za mną nie słyszał. - Czego od ciebie chciał?
- Chciał mnie bliżej poznać.. 
Drogę do domu przemilczeliśmy. Gdy tylko weszłam do domu popędziłam do pokoju CC'ego i zapakowałam swoje rzeczy.

*CC*
Usłyszałem hałas w przedpokoju. Ja i Jake poszliśmy tam.
- Co ty robisz? - zapytał Jake.

- Wyjeżdżam. Nie mogę tu dłużej zostać. Przepraszam że w ogóle tu przyjechałam i namieszałam w waszym życiu. Przepraszam. - otarła łzy i wyszła.
- A ty? Nawet nie spróbujesz jej zatrzymać. - mój kumpel tym razem zwrócił się do mnie.
Nic nie odpowiedziałem tylko pobiegłem za nią. Wybiegłem przed dom. Alex nie odeszła daleko. Podbiegłem do niej i chwyciłem ją za rękę. Zatrzymała się i odwróciła w moją stronę.
- Nie odchodź. - powiedziałem. - Prosze. Zostań.
- Po co? Przecież ja tylko mieszam. Gdyby nie ja dalej żyłbyś sobie szczęśliwy...
- A dzięki tobie byłem jeszcze szczęśliwszy. Wiem, że i tak nie mam już u ciebie szans, ale zostań. Proszę cię zrób to dla mnie.
- Wiesz co wtedy powiedziałam tamtemu gościowi w samolocie? Powiedziałam że u mnie nikt nie dostaje drugiej szansy. - zabolały mnie te słowa, zgasł we mnie ostatni płomyczek nadziei. - Ale ty na nią zasłużyłeś. Zacznijmy od nowa. Nie widm czy będę jeszcze potrafiła z tobą być, ale zacznijmy od nowa. Okej? - Uśmiechnąłem się.
- Czyli zostajesz z nami? - zapytałem żeby się upewnić.
- Na to wychodzi.. Nie wiem czy nie będę tego żałować.. ale chyba zostaje. - uśmiechnęła się.
- Świetnie. No to chodź. - pociągnąłem ją w stronę domu. 
Wziąłem od niej walizkę i ruszyliśmy do domu. Gdy tylko weszliśmy do przyszedł Jake. Przytulił Alex.
- Nie rób więcej takich numerów maluchu. - odsunął się od niej i poszedł na górę.
- Ja też mogę cię przytulić? - zapytałem.
- Próbuj. - uśmiechnęła się.
Przytuliłem ją do siebie.
- Brakuje mi ciebie malutka. - szepnąłem jej do ucha.

*Alex*
Jak tylko to usłyszałam zrobiło mi się tak jakoś cieplej na duszy. Mi też go brakowało. A może nie zaszkodzi spróbować jeszcze raz? Oczy mi się zaszkliły. Za każdym razem gdy pomyślałam o tym co się stało chciało mi się płakać. Może źle zrobiłam?

- Co się dzieje? - zapytał gdy spojrzał w moje oczy.
- Nic. - skłamałam. - Chodź się przejść. - pociągnęłam go za rękę.
Spacerowaliśmy tak bardzo długo miałam czas żeby wszystko sobie poukładać w głowie. Kocham go. Ale nie wiem czy on jeszcze po tym wszystkich choć troszeczkę kocha mnie. To pytanie nie daje mi spokoju. Boję się mu o tym wszystkim powiedzieć, ale jeśli nie pogadam z nim to się nie dowiem. Zrobiło się chłodno i postanowiliśmy pójść do domu. Zastaliśmy resztę w salonie. Przysiedliśmy się do nich i zaczęliśmy oglądać razem z nimi jakiś film. Nie pamiętam kiedy usnęłam.


*Rano*
Obudziłam się w łóżku CC'ego. Ale jego nie było. Zeszłam na dół. No tak, dzisiaj Mikołajki. Trzeba będzie skoczyć po jakieś prezenty. Ale to później. Poszłam do kuchni i zrobiłam sobie kanapki. Zabrałam je i postawiłam w salonie na stoliku. Usiadłam na kanapie. Coś jęknęło. A raczej nie coś, a ktoś. A kto? CC. Można się było tego spodziewać. Szybko wstałam.
- Przepraszam. Nic ci nie jest? - zapytałam szybko.
- Nic mi nie jest. - podniósł się - Ooo.. Jedzenie. - zabrał jedną z kanapek z mojego talerza.
-Ej.. Nie zjadaj mi kanapek. Bo będę głodna. - zrobiłam smutną minkę.
- Tylko ta jedna - wyszczerzył się.
- No niech ci będzie, ale zrobisz coś dla mnie w zamian. - teraz to ja się wyszczerzyłam.
- Słucham cię.
- No więc. Podrzucisz mnie do centrum handlowego.
- Po co? - zdziwił się lekko.
- A nie interesuj się. To jak? Zawieziesz mnie czy nie?
- Zawiozę. Ale pójdę z tobą.
- Nie potrzebuję opiekunki.
- Ale ja muszę cię pilnować.
- Całe życie mnie nie będziesz pilnować.
- To mój jedyny warunek. Zawiozę cię tylko jeśli będę mógł cię przypilnować.
- No dobra. - wywróciłam oczami. - No to zbieraj się.
Pobiegłam na górę. Ubrałam dość gruby szary sweter i czerwone rurki. Zaraz po tym zeszłam na dół. CC wyszykował się szybciej i już czekał. 

***
- Długo jeszcze? - jęczał CC.
- Zachciało ci się robić za mojego ochroniarza to teraz masz. - wystawiłam mu język.
Pochodziliśmy jeszcze trochę po sklepach a gdy już miałam prezenty dla wszystkich pojechaliśmy do domu. Zebraliśmy się wszyscy w salonie i zaczęliśmy wzajemne obdarowywanie się prezentami. Na końcu wręczyłam CC'emu jego prezent. Po czym przytuliłam go.

- Mam dla ciebie jeszcze jeden, tak jakby prezent. - szepnęłam mu do ucha. - Kocham cię. I jestem gotowa znowu spróbować być z tobą. Jeśli chcesz, oczywiście. - odsunął mnie od siebie i spojrzał w moje oczy.
- Ty się jeszcze pytasz czy chcę?
- A nie chcesz? - złączył nasze usta w pocałunku.
Tak, tego mi brakowało.

____________________
________
Napisałam rozdział apropo tych całych mikołajków. Miałam w planach wstawić go wczoraj, ale jakoś tak wyszło że wstawiam dzisiaj. XD
nie jest za dobry, ani poprawnie napisany, ale co tam.. ;x
Czekam na komentarze i do następnej notki kochani. ;*

sobota, 30 listopada 2013

Rozdział 21 "Koniec tej przeklętej trasy"

- CC? - wydusiłam z siebie.
Uśmiechnął się do mnie ciepło i chciał mnie przytulić, ale się lekko odsunęłam. Zdjął kurtkę i okrył nią moje ramiona.
- Chodź do hotelu. To już nie daleko. - podał mi rękę, a ja jednak sama wstałam.
Szliśmy w milczeniu. Może to i lepiej że nic nie mówił. Po kilku minutach byliśmy już w hotelu. Usiadłam na łóżku. CC usiadł obok mnie. Oddałam mu jego kurtkę i wyjęłam z torby jakąś bluzkę. Do pokoju weszła Jess.
- Przeszkadzam? - zapytała przyglądając nam się uważnie.
Założyłam bluzkę, a z moich oczu poleciały łzy. Jess usiadła obok mnie.
- Co ci jest malutka? - zapytała podnosząc mój podbródek.
Nie mogłam nic z siebie wydusić. Przytuliła mnie. Zadrżałam pod wpływem jej dotyku.
- Chodź. - posadziła mnie sobie na kolanach. - Co się stało?
Popatrzyłam na CC'ego. Zrozumiał o co mi chodziło i streścił całą historię.
- Ale ty wiesz kochana że cię nie skrzywdzę.
Wydusiłam z siebie ciche "wiem". I przytuliłam się do niej.
- Przepraszam, cię, ale muszę się jeszcze spakować. - posadziła mnie z powrotem na łóżku.
- Nie ma sprawy. - szepnęłam ledwo dosłyszalnie.
Jess wyszła. Zostałam sama z CC'm. Dotknął mojej ręki. Momentalnie ją zabrałam.
- Mała, ja też cię nie skrzywdzę.
- Wiem o tym. - powiedziałam cicho a z moich oczu znowu wypłynęło kilka łez.
Znowu spróbował mnie dotknąć. Zadrżałam.
- Połóż się. - powiedział schodząc z łóżka i siadając obok.
Położyłam się. Chwycił moją dłoń w swoje. Zaczął głaskać moją rękę. Przymknęłam oczy i oddałam się w objęcia Morfeusza.

*CC*
- Kocham cię. - szepnąłem do jej ucha i pocałowałem ją w policzek.
Usiadłem na podłodze i oparłem się plecami o łóżko. W drzwiach stała Jess.
- Długo tu stoisz? - zapytałem.
- Trochę. Dlaczego nie powiesz jej tego?
- Ona i tak mnie już nie kocha. - westchnąłem i spojrzałem na nią.
- Uwierz mi że jest inaczej. A teraz idź spać. - uśmiechnęła się.
- Nie, posiedzę tu jeszcze trochę, ale ty już się połóż. - oparłem głowę o krawędź łóżka.
Jess wyszła. Siedziałem tam i wpatrywałem się w nią do momentu głośnego otworzenia się drzwi.
- Co ty tu robisz? - Andy zmierzył mnie wzrokiem.
- Siedzę.
- Widzę. Ale w jakim celu tu siedzisz?
- Chcę przy niej posiedzieć jeszcze trochę. - uśmiechnąłem się patrząc na nią.
- Dobra, nie wnikam, idę spać. - zgasił światło i rzucił się na łóżko, które głośno zaskrzypiało pod jego ciężarem.
Siedziałem oparty o to łóżko i wpatrywałem się w Alex. Minęło sporo czasu. Alex zaczęła się nerwowo wiercić na łóżku i po chwili zerwała się.
- Co się stało? - zapytałem.
- Nic. To tylko zwykły koszmar. - oparła się o ścianę i zaczęła płakać. - A ty dalej tu siedzisz?
- Jak widać dalej tu jestem. - usiadłem obok i otarłem łzy z jej policzków. - Połóż się już spać.
Posłuchała mnie.
- A ty? Będziesz tu siedział całą noc? - otworzyła oczy
- A przeszkadza ci to?
- Nie, ale wolałabym żebyś się wyspał.
- A ja wolę przy tobie posiedzieć. - po tych słowach po prostu dała za wygraną i przymknęła oczy.
Siedziałem jakiś czas oparty o łóżko. Alex spała tak słodko. Oczy zaczęły mi się zamykać, aż w końcu zasnąłem.

***
Obudziłem się. Rozejrzałem się po pokoju. Alex dalej spała. Delikatnie pocałowałem ją w policzek. Poruszyła się. Otworzyła oczy. Malował się w nich smutek.
- Cześć. - uśmiechnąłem się do niej.
- Hej. - odpowiedziała. - Cały czas tu siedzisz?
- Tak. Mniej więcej. - uśmiechnąłem się, a ona uniosła jedną brew. - No trochę mi się przysnęło, no.
- A mówiłam żebyś poszedł spać? - zaśmiała się.
- Dobra ja idę się ogarnąć. - wstałem i ruszyłem w kierunku drzwi.
- Nie idź! - krzyknęła. - Nie chcę zostawać sama. - powiedziała ciszej spuszczając głowę.
Podszedłem do łóżka Andy'ego, nabrałem powietrza do płuc i głośno wydarłem się tuż nad jego głową. W efekcie Biersack spadł z łóżka.
- Skoro już nie śpisz posiedź z Alex. - powiedziałem do niego. - Jeśli chcesz to przyjdę do ciebie później. - powiedziałem już w stronę Alex, na co ona się lekko uśmiechnęła.

*Alex*
- Co ci w ogóle jest młoda? - zapytał Andy zaraz po tym jak pozbierał się z podłogi.
Streściłam mu krótko całą historię. Oczywiście nie obeszło się bez kilku łez.
- Szkoda że nie dorwałem tego skurwiela. - wysyczał przez zaciśnięte zęby.
- Może to i lepiej.
Cisza. Siedzieliśmy tak w milczeniu. Jestem mu bardzo wdzięczna że po prostu ze mną siedział i nie męczył mnie pytaniami. Minęło nie wiem ile czasu i przyszedł CC i oznajmił że musimy się zbierać, jeśli chcemy zdążyć na samolot. Zabraliśmy walizki i wyszliśmy. Przed budynkiem hotelu już czekała taksówka. Chłopaki zapakowali walizki i wsiedliśmy do pojazdu. Chwilę później byliśmy już na lotnisku, a po jakimś czasie w samolocie.
"Nareszcie koniec tej przeklętej trasy" - pomyślałam, założyłam słuchawki i przymknęłam oczy.

____________________
________
Tym razem napisałam szybciej.. Tak mnie jakoś coś naszło..
Nudny troche... W mojej głowie wydawał się ciekawszy, no ale już trudno..
Czekam na komentarze i do następnej notki kochani. <3

wtorek, 26 listopada 2013

Rozdział 20 "Nie kończ."

*Jess*
Obudziłam się. Pocałowałam mojego chłopaka w usta, a on otworzył oczy.
- Dzień dobry. - uśmiechnęłam się.
- Dobry, ale mogłabyś mnie nie budzić tak wcześnie. - odwrócił się na drugi bok.

- Mógłbyś mnie chociaż przytulić.
- Dla ciebie wszystko. - odwrócił się w moją stronę i przysunął mnie do siebie. - A teraz daj mi spać. - jęknął przytulając mnie mocno do siebie.
- Nie ma tak dobrze. - powiedziałam siadając na nim okrakiem.
Złączyłam nasze wargi w namiętnym pocałunku. Położyłam ręce na jego gorącym torsie. Do pomieszczenia weszła Alex.
- Przepraszam, nie chciałam wam przeszkadzać. Chciałam tylko powiedzieć że dojechaliśmy. Jeszcze raz przepraszam. - powiedziała i wyszła.
Ashley chwycił moje ręce i popatrzył mi głęboko w oczy. Uśmiechnęłam się.

- Lubię jak się uśmiechasz. Masz taki piękny uśmiech. - też się uśmiechnął.
- Dziękuję.
- Dobra, a teraz chodź. - powiedział ściągając mnie z siebie.
- Dokąd?
- Zobaczysz maleńka. - pocałował mnie w policzek.
Zabraliśmy walizki i wyszliśmy przed busa. Poszliśmy się zameldować w hotelu. Tym razem dzieliłam pokój z Ash'em, CC'm, Alex i Andy'm. Ja i Ash tylko wrzuciliśmy bagaże i poszliśmy do.. W sumie to nie wiem dokąd. Ach ten Ashley.. Mógłby mnie chociaż wtajemniczyć. Długo szliśmy. W końcu moim oczom ukazał się przepiękny widok.



 - Pięknie tu. - uśmiechnęłam się.
- Cieszę się że ci się podoba.

- Ale wiesz że to nie było konieczne? Mimo to dziękuję. - pocałowałam go.
Pochodziliśmy jeszcze jakąś godzinkę, aż zaczęły mnie nogi boleć. Kilka razy napomniałam że but mnie obtarły i chciałabym wrócić do hotelu, ale widziałam jak się stara, że wszystko zaplanował i nie chciałam mu sprawić przykrości. Co z tego że jutro w ogóle nie będę mogła chodzić. Zatrzymał mnie i odwiązał bandamkę ze swojego nadgarstka. Przewiązał mi ją wokół głowy.
- Musiałeś?

- Tak, musiałem.
Prowadził mnie i po chwili się zatrzymaliśmy. Położył moje dłonie na jakąś barierkę. Rozwiązał bandamkę a ja rozejrzałam się dookoła. Spojrzałam w dół.




Ashley objął mnie w tali i położył głowę na moim ramieniu.
- No kto by pomyślał że znajdziemy naszych zakochańców na wieży Eiffla. - krzyknął Andy.
Złapałam Ash'a za rękę i podeszliśmy w stronę naszych przyjaciół.
- A wy co? Trójkącik? - odgryzł się mój chłopak za co dostał ode mnie z łokcia.
- Mów za siebie. - tym razem Alex się odezwała i wystawiła mu język.
- Nie pyskuj mło... - pocałowałam Ash'a.
- Nie kończ. Ok? - uśmiechnął się i lekko skinął głową na "tak". - I w ogóle chodź już do hotelu.
- Chodźmy. - pocałował mnie w policzek. - Idziecie?
- Jeszcze trochę pozwiedzamy. - powiedziała Alex i przytuliła się do CC'ego.
Ashley dłużej nie czekając chwycił mnie i uniósł w powietrzu.
- Ej. Czekajcie na mnie. - zawołał Andy. - Idę z wami. - wyszczerzył się.

*CC*
- No i zostaliśmy sami. - powiedziała Alex i uśmiechnęła się.
Odwzajemniłem uśmiech i pociągnąłem ją za rękę w stronę barierki.
- Chodźmy coś zjeść. - powiedziała i uśmiechnęła się.
Powoli przybliżyła się i wpiła w moje usta. Po pocałunku pociągnęła w stronę zejścia.
Gdy tylko usiedliśmy podeszła do nas wysoka szczupła kelnerka. Miała długie ciemne włosy. Była dość ładna. Grzecznie nas przywitała i zebrała zamówienie.
- Zaczekaj chwile idę do toalety. - powiedziała Alex wstając.
Czekałem i czekałem.
- Przepraszam. Czy mógłby mi pan pomóc na zapleczu? Bardzo proszę, zwykle zajmuje się tym kierownik, ale wyszedł. - powiedziała ładna kelnerka spoglądając na mnie z góry.
-W sumie chyba mogę pani pomóc. - kelnerka uśmiechnęła się i ruszyła w stronę drzwi.
Wszedłem do środka. Odwróciła się na pięcie i spojrzała na mnie lekko dziwnym spojrzeniem. Chwyciła mnie za rękę. Popchnęła na stół. Usiadła na mnie okrakiem i wpiła się w moje usta w tym samym czasie rozpinając guziki swojej bluzki. Byłem w szoku. W końcu nie codziennie obca dziewczyna prosi mnie o pomoc a później całuje. Gdy już się opamiętałem zepchnąłem ją z siebie. Spojrzałem na drzwi. Stała w nich Alex. Popatrzyła chwilę i odwróciła się w stronę wyjścia.
- Alex zaczekaj. - zawołałem.
W odpowiedzi moja ukochana pokazała mi środkowy palec. Odwróciłem się w stronę tej kelnerki.
- Dziękuję że zniszczyłaś wszystko. - powiedziałem po czym odwróciłem się i wyszedłem.
Nie wiedziałem dokąd poszła Alex. Chciałem ją znaleźć, opowiedzieć jak było. Ale i tak wiem że nie posłuchałaby mnie. Pochodziłem jeszcze jakiś czas ulicami Paryża. Tsa.. Miasto zakochanych. Akurat... Wróciłem do pokoju.
- Gdzie jest Alex? - zapytałem w nadziei że już przyszła.
- No przecież razem poszliście. - powiedział Andy nie odrywając wzroku od swojego iPhone.
Rzuciłem się na łóżko.
- Stary co ci jest? - zapytał odkładając urządzenie na szafeczkę. - Chcesz o tym porozmawiać? - powiedział niesamowicie poważnym tonem jak na niego.
Normalnie zacząłbym się z niego śmiać, ale w zaistniałej sytuacji nie było mi do śmiechu. Sięgnąłem do kieszeni i wyciągnąłem mój telefon. Wybrałem numer Alex. Nie odebrała.
- Stary mów do mnie! - wydarł się na mnie.
- Co mam mówić? Wszystko się zjebało.
- Konkrety.
- No pocałowała mnie taka jedna dziewczyna. Alex to widziała. Wyszła bez słowa. Od tamtej pory jej nie widziałem. - powiedziałem wszystko szybko, jednym tchem.
- Wiesz że ją to zabolało?
- Wiem. Ale ja nie chciałem jej zranić. Martwię się o nią. Spróbuj może do niej zadzwonić.
Andy wziął do ręki telefon i po chwili przyłożył go do ucha.
- Alex? Gdzie ty jesteś? Proszę cię wracaj do hotelu robi się już ciemno... Dobra czekamy na ciebie.
- I co? Wraca? - zapytałem gdy tylko odłożył urządzenie.
- Powiedziała, że niedługo przyjdzie. - odezwał się Andy i położył się na swoim łóżku.
Czekanie na nią dłużyło mi się w nieskończoność. Każda minuta wydłużała się coraz bardziej. W końcu ktoś nacisnął klamkę. Poderwałem się z miejsca. Alex weszła do pokoju. Nawet na mnie nie spojrzała.
- Proszę pozwól mi to chociaż wyjaśnić. - powiedziałem błagalnie, dopiero wtedy zaszczyciła mnie swoim spojrzeniem.
Usiadł na krawędzi łóżka obok mnie.
- Tu nie ma co wyjaśniać.
- Jest. To nie było tak jak wyglądało. To ona mnie pocałowała. - wyjęczałem.
- Nie wierze ci. I pewnie już ci nie uwierzę. Straciłeś moje zaufanie. Nie potrafiłabym być z kimś komu nie ufam. - moje oczy się zaszkliły. - Być może kiedyś ci wybaczę, ale jeszcze nie dziś.
Wstała i ruszyła w stronę drzwi.

*Alex*
- Dokąd idziesz? - zapytał Andy a CC położył się na łóżku.
- Muszę pogadać z Jake'm o moim bilecie powrotnym.
- Nigdzie nie idziesz. - Andy zatrzasnął drzwi i oparł się o nie.
- A kim ty jesteś żeby mi rozkazywać? - warknęłam.
- Myślałem że jestem twoim przyjacielem. Ale najwyraźniej chyba się pomyliłem.
- Jesteś moim przyjacielem. - powiedziałam cicho.
- Chodź. - rozłożył ręce. - Jutro pogadamy. - powiedział trochę ciszej głaskając moje włosy.
Usiadł na łóżku i posadził mnie sobie na kolanach. Mocno mnie przytulił. Z moich oczu wypłynęły łzy. Usłyszałam trzask zamykanych drzwi. Podniosłam głowę i rozejrzałam się po pokoju. CC wyszedł. Znów ułożyłam głowę na ramieniu Andy'ego. Po mojej twarzy słynęły kolejne łzy. Andy podniósł mój podbródek do góry. Powoli i delikatnie pocałował moje usta. Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem.
- To tak żebyś już nie płakała. - uśmiechną się do mnie.
Starałam się odwzajemnić ten gest, ale nie dałam rady. Położył moją głowę z powrotem na swoim ramieniu.
- Nie płacz i spróbuj zasnąć.
Posłuchałam go i przymknęłam oczy. Zaczął się lekko kołysać i coś nucić. W końcu zasnęłam.

*klika tygodni później*
Trasa dobiegła końca. Dzisiaj chłopaki mieli ostatni występ. Jutro lecimy do domu. Od czasu naszej kłótni nie rozmawiałam zbytnio z CC'm. Znacznie zbliżyłam się za to do Andy'ego. Pomagał mi i wspierał mnie przez ten cały trudny dla mnie czas. Jestem mu niezmiernie wdzięczna za to.
- Dokąd idziesz? - zapytał Ash.
- Wychodzę. Wrócę wieczorem. - rzuciłam i wyszłam.
Krążyłam po mieście. Włóczyłam się bez celu. Berlin wyglądał pięknie wieczorem. Zaczęło się robić na prawdę ciemno. Nie do końca wiedziałam gdzie jestem. Ruszyłam w stronę hotelu. A przynajmniej miałam taką nadzieję. Szłam szybko. Miałam wrażenie że ktoś za mną idzie. Zignorowałam to. Tylko przyspieszyłam kroku. Ktoś złapał mnie za rękę.
- Nie chciałabyś może do mnie przyjść na noc? Byłoby miło. - powiedział chłopak jakoś w moim wieku, na odległość wyczółam od niego alkohol.
- Prosze mnie puścić. - zaczęłam się szarpać.
- No to zrobimy to tu i teraz. - powiedział przyciągając mnie do siebie.
Rozpiął moją kurtkę i rzucił ją gdzieś do tyłu. Położył mnie na ziemi. Zaczełam krzyczeć. Zatkał mi usta ręką i zdarł ze mnie bluzkę. Mój nagi brzuch przeszły zimne dreszcze. rozpiął moje spodnie. Zamknęłam oczy i prosiłam w duchu by był to tylko sen. Po chwili poczułam że napastnik ze mnie zszedł i coś runęło niedaleko mnie. Usłyszałam stłumione jęki. Podniosłam się. Zobaczyłam dwie postacie jedna zwijała się z bólu, drugą stojącą nad nią. Postać numer dwa odwróciła się w moją stronę i przykucnęła.

____________________
________
Wypadam z wprawy.
Każdy następny rozdział pisze w dłuższym okresie czasu.
Ale na prawdę musicie mi wybaczyć, nie miałam czasu na nic.
Za wszystkie błędy przepraszam, ale nie mam siły już tego sprawdzać i czytać jeszcze raz.
Nie przedłużając; czekam na komentarze i do następnej notki ;)

sobota, 26 października 2013

Rozdział 19 "Dokończymy wieczorem kochanie"

*kilka dni później, oczami Jess*
- No chodź już. - jęczał Ashley.
- Czekaj albo jedźcie bezemnie. - odpowiedziałam upychając rzeczy w walizce.
- Bez ciebie nie jadę. Ale mogłabyś się pospieszyć.
- Ale również mogę zostać. - stwierdziłam.
- Ale nie zostaniesz. - pocałował mnie w policzek.
Ruszył w stronę drzwi z moją walizką.
- Ey. Jeszcze się nie spakowałam.
- Trudno. Chodź już. Jeśli będziesz czegoś potrzebowała kupimy to na miejscu. No chodź już. - pociągnął mnie za rękę.
Przed domem czekała taksówka. Przekręciłam klucz w zamku i wrzuciłam do torby, którą Ashley zapakował do bagarznika. Wsiedliśmy do pojazdu a kierowca ruszył. Ashley delikatnie otulił mnie swoim silnym ciepłym ramieniem.


***
- Ashley. Boję się. - szepnęłam coraz mocniej ściskając jego dłoń.
- Po pierwsze puść, bo inaczej już nigdy nie zagram. - powiedział spokojnym głosem uwalniając swoją rękę. - Po drugie nie masz się czego bać. - wolnym ruchem pogłaskał mój policzek.
Mocno zacisnęłam powieki, a samolot wystartował. Powoli otworzyłam oczy. Żyjemy. Łał, na prawdę żyjemy. Odetchnęłam z ulgą i położyłam głowę na ramieniu Ash'a.

***

Poczułam jak ktoś podnosi mnie z fotela. Otworzyłam oczy i ujżałam Ashley'a. Uśmiechnął się do mnie i puścił mnie. Zebrałam rzeczy i wyszliśmy. Odnaleźliśmy bagaże i pojechaliśmy do hotelu wcześniej zamówioną taksówką. Pokój hotelowy dzieliłam z uroczym basistom. Rzuciłam moja walizkę na podłogę i położyłam się na dużym dwuosobowym łóżku. Ashley położył się obok. Przytuliłam się do niego i wplotłam swoje palce w jego dłoń.
- Wiesz że zaraz będziemy musieli się zbierać.
- Wiem. I dlatego chcę się tobą nacieszyć. - szepnęłam i wpiłam się w jego gorące wargi.
W tym właśnie momencie drzwi otworzyły się.

- Zbierajcie się. Koncert nie będzie czekać. - zawołał Jinxx.
Oderwałam się od Ash'a a on pocałował mnie w czoło i szepnął:
- Dokończymy wieczorem kochanie.
Po czym szybko się podniósł i podał mi rękę. Zamknęliśmy drzwi do pokoju i wyszliśmy przed budynek hotelu, gdzie już stały fanki, a reszta zespołu udzielała autografów. Gdy tylko się pojawiliśmy podbiegło do nas kilka młodych dziewczyn i prosiły Ash'a o autograf. Ashley zajął się rozdawaniem autografów, a ja odsunęłam się do tyłu. Stanęłam koło Alex i Elli i gadałyśmy o jakiś pierdołach. Gdy chłopaki stwierdzili że najwyższy czas przygotować się do koncertu, pożegnali się z fankami i wsiedliśmy do tour-busa chłopaków. W środku już siedział kierowca i gdy wygodnie usadowiliśmy się w niewielkim "salonie", odpalił silnik i ruszył. Po krótkim czasie byliśmy już na miejscu. Za kulisami stałam razem z dziewczynami. Ashley co jakiś czas zerkał w naszą stronę. Przyszła pora na ostatni utwór.
- Tą piosenkę dedykujemy wszystkim zakochanym parom. - powiedział Andy i rozbrzmiały pierwsze dźwięki Rebel Love Song.
Uważnie wsłuchiwałam się w każdy dźwięk. Lubiłam ta piosenkę. Nawet Bardzo. Zanim się obejrzeć piosenka się skończyła a chłopaki już schodzili ze sceny.
- Jeszcze tylko spotkanie z fanami i jestem cały twój. - szepnął mi do ucha Ash.
Uśmiechnęłam się i powędrowałam za nim. Spotkanie z fanami trwało jakoś około godziny. Zaraz później pojechaliśmy do hotelu.
- To jak? Już jesteś cały mój? - zapytawszy czule pocałowałam jego usta.

- Oczywiście. - pociągnął mnie za rękę w stronę windy.

***
Położyłam głowę na jego klatce piersiowej, która poruszała się w regularnym rytmie jego oddechów. Głaskał moje włosy. Nic nie mówił.
- Co ci jest? - zapytałam spoglądając na niego.
- Myślę. - odpowiedział chłodno.

- A zdradzisz mi o czym tak myślisz?
- O tobie. O tym że jeszcze nigdy nie było mi z nikim tak dobrze.

- Mi też jest z tobą dobrze. - przytulił mnie mocno do siebie.
Później gadaliśmy o wszystkim i o niczym.
- Ej idziecie.. - do pokoju wpadł Andy i urwał zobaczywszy nas.
- Nie nauczyli cię w domu pukać? - zapytałam otulając moje nagie ciało kołdrą.

- Przepraszam. Dobra, nie ważne. - powiedział po czym wyszedł tak szybko jak się zjawił.
Ponownie przytuliłam się do Ash'a i zasnęłam.

*Ash*

Rano wstałem, ubrałem się i poszedłem szukać dobrych rad. Zapukałem do drzwi pokoju naprzeciwko. Otworzył mi Andy.
- Czy ciebie do końca pojebało? Tak w środku nocy ludzi budzisz? - warknął przecierając zaspane oczy.
- Błagam cię młody potrzebuję porady. - jęknąłem.

- Wchodź i gadaj o co chodzi. - wpuścił mnie do pokoju.
- Chodzi o Jess.
- Czyli co? Zaliczyłeś ją i chcesz teraz jakoś delikatnie z nią zerwać?
- Po pierwsze jakbym chciał z nią delikatnie zerwać nie szukałbym porady u ciebie. Po drugie nie chcę z nią zrywać. Ja ją kocham.
- Nasz mały Deviancik się zakochał. Ashley się zakochał! Ashley się zakochał! - zaczął drzeć ryjca.

Do pomieszczenia weszli CC i Alex.
- Może ty mi coś poradzisz. - błagalnie spojrzałem na Alex.

- Zależy jakiej porady ode mnie oczekujesz.
- Chcę pokazać Jess że ją kocham.
- Iiii..?

- I chciałbym żeby było romantycznie, ale ja nie jestem romantyczny.
- Musisz z nią po prostu porozmawiać.
- Tak po prostu?

- Tak, po co kombinować i udawać kogoś innego?
- Wy to umiecie pomagać. Ale i tak dziękuję. - przytuliłem ją.
- Ewentualnie możesz zabrać ją gdzieś i wtedy z nią pogadać. - odwzajemniła uścisk.
- Chyba wybiorę opcję numer dwa. - powiedziałem i wyszedłem.
Powoli otworzyłem drzwi. Starałem się to robić jak najciszej. Mała chyba jeszcze spała. Położyłem się obok niej a ona otworzyła oczka.

- Gdzie byłeś?
- Byłem się przejść.
- Czemu mnie nie wziąłeś ze sobą?

- Nie chciałem cię budzić. - cmoknąłem ją w czoło.
- Wskakuj z powrotem. - odchyliła kawałek kołdry i poklepała miejsce obok siebie.

- Bardzo chętnie. Ale zaraz trzeba się będzie zbierać.
- Oj nie marudź tylko wskakuj. - położyłem się obok niej a ona nakryła mnie kołdrą.

Przysunęła się do mnie. Objąłem ją i pocałowałem. Odwzajemniła pocałunek.
- Na prawdę musimy się zacząć zbierać.
 - To ja idę się ubrać. - wyjęła ubrania z walizki i poszła do łazienki owinięta kołdrą.

Leżałem bezczynnie na łóżku dopóki drzwi łazienki się nie otworzyły. Wyszła przez nie Jess po czym kilka razy okręciła się niczym modelka.
- I jak? - zapytała wlepiając we mnie wzrok.
- Nie żeby coś ale ładniejsza jesteś bez ubrań. - powiedziałem i wpiłem się w jej usta.
- Nie żeby coś, ale jestem głodna.
- Ja tu próbuje być romantyczny a ty co? Pff. - udałem oburzonego.

- Nie musisz być romantyczny, mi wystarczy że będziesz sobą. - uśmiechnęła się.
Zabraliśmy bagaże i zanieśliśmy je do tour-busa, gdzie zaczekaliśmy na reszte i wypróżniliśmy część z zapasów lodówki. Gdy wszyscy łaskawie raczyli się pojawić, ruszyliśmy. Jess usiadła na moich kolanach. Wszyscy razem siedzieliśmy w mini salonie, gadaliśmy i ryliśmy się na cały głos. Czekało nas dobrych kilka godzin jazdy. Jess narzekała że ją boli głowa i po jakimś czasie wyciągnęła mnie do pokoiku obok. Położyła sie na łóżku, a ja zrobiłem to samo.
- Gdzie teraz będziecie grać? - zapytała podpierając się na ręce.
- Paryż. - czule szepnąłem do jej ucha.
- Miasto zakochanych i takie tam bzdety. - wywróziła oczami i położyła głowę na moim ramieniu.
Przymknęła oczy i zasnęła.

____________________
________
Dość długo nie pisałam, ale nareszcie jest następny rozdział.
Stękniliście się za mną? Oczywiście że nie. :c
Rozdział taki se, ale musiałam coś napisać..
Jeśli już tu zaglądasz zostaw po sobie ślad w postaci komantarza.
Do następnej notki kochani :*

sobota, 12 października 2013

Rozdział 18 "Czy ty mnie słuchasz?"

*Alex*
Co ja zrobiłam? - pytanie które jak echo rozbrzmiewało w mojej głowie. Tak bardzo chciałabym żeby to był tylko sen. Zwykły koszmar z którego zaraz się wybudzę. A jednak nie. Kolejne sekundy mijały a koszmar trwał. Poza Jess, która zemdlała, chyba nikomu nic się nie stało. Wszyscy opuściliśmy samochód, a ja podbiegłam do Ash'a i Jess. Basista jęczał i zaklinał żeby otworzyła oczy. Zadzwoniłam po karetkę. Jakieś dwie minuty przed przyjazdem karetki Jess się obudziła. Kilku sanitariuszy zapakowało ją do pojazdu. Chcieliśmy wszyscy pojechać z nią ale wpuścili tylko Ash'a. Andy zadzwonił po taksówkę. Po 20 minutach się zjawiła i zawiozła nas prosto do szpitala. Chwile trwało zanim ich odnaleźliśmy. Siedzieli na krześle przed gabinetem. Podeszliśmy bliżej. Jess płakała.
- Co jest? - zapytał Biersack, na co z oczy Jess poleciało jeszcze więcej łez.

- Poroniła. - cicho odpowiedział Ash.
Odwróciłam się i poszłam korytarzem. Szłam szybko, coraz szybciej, prawie biegłam. Opuściłam budynek szpitala. Chciałam gdzieś iść, ale nie wiedziałam dokąd. Usiadłam na krawężniku i położyłam głowę na kolana. Ktoś usiadł koło mnie i położył rękę na moim ramieniu. Ku mojemu zaskoczeniu ktośkiem okazał się Andy. Nic nie mówił, ale to właśnie tego potrzebowałam. Po prostu przy mnie był. Gdy skończyłam rozmyślania. Wstałam a on mnie przytulił.
- Dobra, już mi lepiej. - powiedziałam odsuwając go od siebie.

Wspólnie ruszyliśmy z powrotem do szpitala. Podeszliśmy do Jess i chłopaków.
- Przepraszam. - tylko tyle udało mi się wydusić z siebie.
- Za co przepraszasz? - zapytała Jess.
- Za to że to właśnie ja prowadziłam ten cholerny samochód. - CC objął mnie ramieniem.
- Przecież to nie twoja wina. A gdyby ktoś inny prowadził przecież nie uniknęlibyśmy wypadku. - wtrącił się Andy.

- Moja. Gdyby nie ja..
- Gdyby nie ty to pewnie w ogóle bym jej nie poznał. - przerwał mi Ashley.

- Zostawicie nas na chwilę same? - zapytała Jess spoglądając na chłopaków.
- Oczywiście. - Ashley pocałował ją w czoło i we trzech zabrali walizki i wyszli ze szpitala.

- Posłuchaj mnie uważnie. Nie możesz się obwiniać. - powiedziała patrząc na mnie.
- Ale to jest moja wina.
- Czy ty mnie słuchasz? Masz się nie obwiniać. To nie koniec świata.
Po tych słowach uśmiechnęła się do mnie szeroko i przytuliła mnie. Wstałyśmy i dołączyłyśmy do chłopaków i w tym samym momencie podjechały dwie taksówki. Zapakowaliśmy do nich nasze bagaże i wsiedliśmy. Ja jechałam z CC'm i Andy'm, a Jess z Ash'em. Całą drogę gapiłam się w mijany przez nas krajobraz. Pod domem Andy rozliczył się z taksówkarzem i wypakował z bagażnika nasze rzeczy. Zebraliśmy walizki i weszliśmy do domu. Od razu poszliśmy do pokoju. Usiadłam na skraju łóżka. Pocałował mnie w szyje. Odsunęłam się.
- Przepraszam, ale nie mam siły. Tyle się dzisiaj wydarzyło. Teraz marzę tylko o tym żeby zasnąć. - powiedziałam cicho, a on w jednej chwili odsunął się ode mnie.

Przebrałam się w jakąś luźną koszulkę i położyłam się pod kołdrą. CC już po chwili leżał obok mnie. Odwróciłam się w jego stronę. Pocałowałam jego usta i szepnęłam dobranoc. Po czym mnie przytulił a ja momentalnie zasnęłam.
____________________
________
No i jest następny rozdział.
Co do zamknięcia tego bloga postanowiłam że napiszę dwadzieścia kilka rozdziałów i na tym najprawdopodobniej skończę.
Chociaż ze mną nigdy nic nie wiadomo do końca.
A co do tego rozdziału jakiś taki krótki.. i nijaki..
Do następnej notki. :3

poniedziałek, 7 października 2013

Rozdział 17 "Jesteśmy tacy sami"

*Jess*
Obudziłam się otulona silnymi ramionami Ash'a. Czyli to wszystko to jednak nie był sen. On tu na prawdę jest. Delikatnie wyplątałam się z jego uścisku i usiadłam na podłodze pod ścianą. Będzie mi go brakować. No chyba że z nim pojadę.. Przecież jeśli nie pojadę on zostanie ze mną i będzie nie szczęśliwy.. A na to pozwolić nie mogę. Z drugiej strony przecież on ma zespół, będzie wyjeżdżać w trasy, będzie musiał ćwiczyć, a ja będę mu tylko przeszkadzać. Nawet nie zauważyłam kiedy wstał i usiadł koło mnie. Zorientowałam się dopiero wtedy gdy chwycił moją rękę. Spojrzałam na niego a on delikatnie ją ucałował i uśmiechnął się.
- Jedziesz ze mną? - tak, nie mogło być cudownie, musiał mi z powrotem o tym przypomnieć.

- A co będzie z moją pracą?
- A gdzie pracujesz bo jakoś nie bardzo pamiętam.
- Widzisz, nawet nie wiesz co kocham robić.

- Wiem. - oburzył się. - Yyy.. no ten.. - delikatnie musnął moje wargi.
- Dobra, widzę że nie zgadniesz, jestem tatuażystką.
- No przecież wiedziałem, miałem to właśnie powiedzieć. - wywróciłam oczami i uśmiechnęłam się. - Będziesz mogła dalej ozdabiać ludzkie ciała, tyle że w LA.
- A co z twoim zespołem i trasami?

- Dla ciebie jestem gotowy nawet odejść z zespołu. Powiedz tylko jedno słowo.
- Nie chcę żebyś odchodził z zespołu i niszczył swoja marzenia..
-  W tej chwili moim największym marzeniem jest być przy tobie i zrobię wszystko żeby się spełniło.
- Słodki jesteś. Ale co powiedzą fani na ciężarną dziewczynę? I to na dodatek z innym chłopakiem.
-  Cokolwiek by nie powiedzieli, nie zmienią tym moich uczuć co do ciebie. Kocham moich fanów, ale ciebie kocham dużo bardziej. - położył mnie na podłodze, a moją głowę ułożył na swoich kolanach i pogłaskał moje włosy.
- A co z..
- Nie szukaj argumentów, jeśli nie wyjedziesz, zostanę. To jest pewne. - chamsko mi przerwał, ale tak słodko się uśmiecha że nie mogę się na niego długo gniewać.

- Dobrze niech ci będzie, pojadę. - uśmiechnęłam się.
- Kocham cię maleńka. - powiedział, nie przestając głaskać moich włosów.
- Też cię kocham. - podniosłam się.
Chwyciłam go za rękę i usiłowałam podnieść, lecz nie dałam rady i upadłam na niego.
- A dokąd to się pani wybiera? - zapytał spoglądając w moje oczy i mocno przytulając do siebie.
- Tam.. - machnęłam ręką w stronę drzwi.

- No to mamy problem, bo ja cię nigdzie nie puszczę. - ładnie się do mnie uśmiechnął i po chwili dodał. - No chyba że mnie jakoś przekonasz. - przejechał ręką po moich żebrach.
- Hmm.. a co jeśli cię nie przekonam?

- Spróbuj. - uśmiechnął się i lekko rozluźnił uścisk.
Podniosłam się i przelotnie pocałowałam jego wargi.

- I już?
- A czego się spodziewałeś tańca na rurze?

- Co najmniej.
- A idź.
- Pewnie. Ale dokąd?

- Albo nie, mam lepszy pomysł. Puścisz mnie ładnie a ja w zamian zrobię naleśniki. - uśmiechnęłam się.
- Naleśniczki! - krzyknął Ashley jak dziecko które dostało cukierka.
Od razu mnie puścił i zeszliśmy do kuchni. Wciągnęłam z lodówki kilka rzeczy, a Ashley usiadł przy stole.
- Wiesz co? Jednak mi się nie chce teraz robić tych naleśników. - jęknęłam.
Zrobił minkę zbitego psa. Zrobiłam mu kanapki a sama opróżniłam 3/4 zawartości lodówki.
- I nie będzie naleśniczków? - powiedział zawiedziony.
- Później. - szepnęłam siadając na jego kolanach.
- Nie ładnie tak kłamać. - szepnął do mojego ucha.

Pocałowałam namiętnie jego usta.
- Lepiej?

- Troszeczkę.
Uśmiechnęłam się.
- Chodź. Mam głupi pomysł. - powiedział z dziwnym uśmieszkiem na twarzy.
Wstał wyjął z szafki dzbanek i napełnił go wodą. Wziął mnie za rękę i poszliśmy do salonu. Włożył dzbanek w moje ręce. Stanął za mną i położył rękę na moim biodrze. Drugą ręką przechylił moją rękę z dzbankiem, a jego zawartość wylała się na śpiącego na kanapie CC'ego. Ten wydarł się i spadł z kanapy. W tym czasie ja i Ashley prawie leżeliśmy na podłodze ze śmiechu, ale już po chwili Ash zaczął uciekać przed CC'm. Po jakiś 2 minutach wrócili. Ashley miał coś na włosach. Podszedł i wtarł trochę mazi w moje włosy.

- Co to jest? - zapytałam lekko poirytowana.
- Jajko. - odpowiedzieli chórkiem.
- No to naleśników nie będzie.
- Niee - zaczął szlochać CC.

Ruszyłam w stronę schodów.
- Gdzie idziesz? - zapytał Ashley łapiąc mnie za nadgarstek.

- No chyba nie sądzisz że będę cały dzień paradować z tym jajkiem na głowie.
Weszłam do łazienki i napuściłam wody do wanny. Usiadłam na jej skraju i powoli zsunęłam z siebie spodnie. Ktoś otworzył drzwi i wpadł do łazienki. Spojrzałam na niechcianego gościa. Oczywiście Ashley.
- A ty nie wiesz że jak się wchodzi do łazienki to się puka? - zapytałam próbując zakryć moje nogi.

- Yyy, przepraszam - jęknął lekko zakłopotany nie odwracając wzroku od moich nóg - Co to jest? - zapytał po chwili.
- Nic. - odpowiedziałam lekko zmieszana.
- Dlaczego się cięłaś?
- Nie, na prawdę nie chcę o tym mówić.
- Dobra, nie chcesz to nie mów, ale proszę, nie rób tego nigdy więcej. - szepnął do mojego ucha, gładząc moje rany.
Odwiązał bandamkę z nadgarstka i pokazał blizny.

- Jesteśmy tacy sami. - powiedział.
- Najwidoczniej. - uśmiechnęłam się. - A teraz możesz już sobie iść.
- A nie mogę zostać?
- Jeśli chcesz żebym z tobą pojechała, to nie. - uśmiechnęłam się.

- Oj ty mała szantarzystko. - wywrócił oczami.
Zrobiłam wyszczerz, a on wyszedł. Przejechałam delikatnie ręką po ranach.



Dokończyłam zdejmowanie z siebie ubrań i zanużyłam się w gorącej pianie. Posiedziałam jeszcze jakiś czas, a potem wyszłam i ubrałam na siebie miękki szary szlafrok a na mokre włosy zawinęłam ręcznik. Poszłam do pokoju i stanęłam przed szafą. Otworzyłam drzwi i zaczęłam przeglądać moje ciuchy. W końcu zdecydowałam się na białą bluzkę na ramiączkach z koronką przy dekolcie i granatową spódniczkę do połowy ud. Ubrałam się i poszłam do łazienki zrobić makijarz, czyli namalować kreski elinerem, pomalować rzęsy tuszem i usta blado-różową szminką. Po skończeniu makijarzu wysuszyłam włosy. Gdy wyglądałam w miarę przyzwoicie, poszłam na strych po jakąś walizkę. Nie mogłam znaleźć odpowiednio dużej, więc wzięłam dwie mniejsze. Zniosłam je do pokoju i zaczęłam ładować do nich ciuchy. Po pół godzinie walizki były pełne, a spakowałam tylko część z moich ubrań. Poszam po jeszcze jedną walizkę i zapakowałam do niej buty i kosmetyki. Wzięłam jedną z toreb i zaczęłam znosić ją na dół. Oczywiście potknęłam się i spadłam ze schodów. Na szczęście prawie na samym dole. Za to narobiłam sporo hałasu i Andy zbiegł z góry.
- Żyjesz młoda? - zapytał podając mi rękę.
- Tak. - wstałam i podniosłam z podłogi moją walizkę.
Po chwili pojawili się również Ashley i CC.
- Nic ci nie jest? - zapytał Ash uważnie mi się przyglądając.
- Nie nie, wszystko jest okej. - lekko uniosłam do góry prawy kącik ust i ponownie chwyciłam za walizkę.
- Dlaczego mnie nie zawołałaś? Pomógł bym ci. - zapytał zabierając mi bagaż z ręki.
- Nie chciałam cię fatygować, sama też dam radę..
Wywrócił tylko oczami i wyszedł na zewnątrz z moją walizką. Poszłam na górę po następną. Ledwo zdążyłam wynieść ją za drzwi, a już pojawił się Ashley i zabrał ostatnie dwie walizki.
- W ogóle gdzie jest Alex? - zapytałam siadając w kuchni z Andy'm i CC'm.
- Nie wiem. - odburknął CC.
- Dzwoniłeś do niej?

- Kilka razy.
- Pewnie nie długo wróci. - powiedziałam i położyłam rękę na jego ramieniu.
Uśmiechnął się a później zaczęliśmy gadać o wszystkim i o niczym. Tak minęła jakaś godzina aż w końcu Alex pojawiła się.

- Gdzie byłaś? - zapytał ją CC gdy całowała go w policzek.
- Na spacerze. - odpowiedziała - Z Dave'm. - dodała po chwili. 

- No dobra to skoro już jesteśmy w komplecie to pakujemy się i jedziemy. - powiedział Andy wychodząc z kuchni.
CC, Ashley i ja wyszliśmy z kuchni, ale gdy byłam na schodach musiałam się wrócić po telefon. Tuż przed drzwiami usłyszałam fragment rozmowy.
- Nie, między nami już nic nie ma.
- Ale daj mi jeszcze jedną szansę?

 - Nie. Straciłeś swoją jedyną szansę. Teraz jestem z CC'm i jestem szczęśliwa.
- Przemyśl to. - powiedział i czule pocałował ją w usta.

- Nie, nie mam czego przemyśleć. - powiedziała i odsunęła się od niego.
Wtedy postanowiłam im przerwać.
- Przeszkadzam? - zapytałam uważnie obserwując ich reakcje.

- Nie, właśnie wychodziłem. - mój kochany braciszek oczywiście uciekł.
- Wszystko słyszałaś i widziałaś. - jęknęła.

Skinęłam głową na tak.
- Powinnaś powiedzieć o tym CC'emu.
- Co powinna mi powiedzieć? - zapytał wchodząc do kuchni.
- To może ja was zostawię. - powiedziałam opuszczając pomieszczenie.
Stanęłam w przedpokoju uważnie słuchając. Alex westchnęła i zaczęła:
- Dave dalej coś do mnie czuje i mnie pocałował.

- Co tu robisz? - zapytał Ashley.
Uciszyłam go i pociągnęłam w moją stronę.

- A ty czujesz coś do niego? - zapytał CC.
- Nie. Kiedyś z nim byłam ale to już przeszłość. Teraz jestem z tobą i bardzo cię kocham.
- Wierzę cie. Skoro mówisz że nic do niego nie czujesz to wszystko jest okej.
Wstali i poszli w kierunku wyjścia z kuchni. Szybko wzięłam Ash'a ze sobą i wyszłam an zewnątrz.
- Ładnie to tak podsłuchiwać?
- Bardzo ładnie. - wyszczerzyłam się.

- Chodź mój ty malutki szpiegu. - objął mnie ramieniem  poszliśmy w stronę auta.
Po chwili dołączyli do nas Alex i CC. Dave wyszedł przed dom a ja do niego podbiegłam i przytuliłam go.
- Dbaj o siebie braciszku i pamiętaj że jak tylko będziesz miał jakikolwiek problem dzwoń, a ja się zaraz zjawie.
- Ty też o siebie dbaj siostrzyczko i pamiętaj że tutaj zawsze będzie twój dom i zawsze będziesz mogła tu wrócić.
Wsiedliśmy do samochodu i pomachałam mu jeszcze na dowidzenia, po czym położyłam głowę na ramieniu Ash'a i przymknęłam lekko oczy.

____________________
________
No to jest rozdzialik.
Myślę że niedługo chyba zakończę to opowiadanie.
Sama nie wiem, być może napisze jeszcze jakieś inne, ale do końca nie jestem przekonana.
Dziękuję że jesteście. :)

Do następnej notki. :3