wtorek, 26 listopada 2013

Rozdział 20 "Nie kończ."

*Jess*
Obudziłam się. Pocałowałam mojego chłopaka w usta, a on otworzył oczy.
- Dzień dobry. - uśmiechnęłam się.
- Dobry, ale mogłabyś mnie nie budzić tak wcześnie. - odwrócił się na drugi bok.

- Mógłbyś mnie chociaż przytulić.
- Dla ciebie wszystko. - odwrócił się w moją stronę i przysunął mnie do siebie. - A teraz daj mi spać. - jęknął przytulając mnie mocno do siebie.
- Nie ma tak dobrze. - powiedziałam siadając na nim okrakiem.
Złączyłam nasze wargi w namiętnym pocałunku. Położyłam ręce na jego gorącym torsie. Do pomieszczenia weszła Alex.
- Przepraszam, nie chciałam wam przeszkadzać. Chciałam tylko powiedzieć że dojechaliśmy. Jeszcze raz przepraszam. - powiedziała i wyszła.
Ashley chwycił moje ręce i popatrzył mi głęboko w oczy. Uśmiechnęłam się.

- Lubię jak się uśmiechasz. Masz taki piękny uśmiech. - też się uśmiechnął.
- Dziękuję.
- Dobra, a teraz chodź. - powiedział ściągając mnie z siebie.
- Dokąd?
- Zobaczysz maleńka. - pocałował mnie w policzek.
Zabraliśmy walizki i wyszliśmy przed busa. Poszliśmy się zameldować w hotelu. Tym razem dzieliłam pokój z Ash'em, CC'm, Alex i Andy'm. Ja i Ash tylko wrzuciliśmy bagaże i poszliśmy do.. W sumie to nie wiem dokąd. Ach ten Ashley.. Mógłby mnie chociaż wtajemniczyć. Długo szliśmy. W końcu moim oczom ukazał się przepiękny widok.



 - Pięknie tu. - uśmiechnęłam się.
- Cieszę się że ci się podoba.

- Ale wiesz że to nie było konieczne? Mimo to dziękuję. - pocałowałam go.
Pochodziliśmy jeszcze jakąś godzinkę, aż zaczęły mnie nogi boleć. Kilka razy napomniałam że but mnie obtarły i chciałabym wrócić do hotelu, ale widziałam jak się stara, że wszystko zaplanował i nie chciałam mu sprawić przykrości. Co z tego że jutro w ogóle nie będę mogła chodzić. Zatrzymał mnie i odwiązał bandamkę ze swojego nadgarstka. Przewiązał mi ją wokół głowy.
- Musiałeś?

- Tak, musiałem.
Prowadził mnie i po chwili się zatrzymaliśmy. Położył moje dłonie na jakąś barierkę. Rozwiązał bandamkę a ja rozejrzałam się dookoła. Spojrzałam w dół.




Ashley objął mnie w tali i położył głowę na moim ramieniu.
- No kto by pomyślał że znajdziemy naszych zakochańców na wieży Eiffla. - krzyknął Andy.
Złapałam Ash'a za rękę i podeszliśmy w stronę naszych przyjaciół.
- A wy co? Trójkącik? - odgryzł się mój chłopak za co dostał ode mnie z łokcia.
- Mów za siebie. - tym razem Alex się odezwała i wystawiła mu język.
- Nie pyskuj mło... - pocałowałam Ash'a.
- Nie kończ. Ok? - uśmiechnął się i lekko skinął głową na "tak". - I w ogóle chodź już do hotelu.
- Chodźmy. - pocałował mnie w policzek. - Idziecie?
- Jeszcze trochę pozwiedzamy. - powiedziała Alex i przytuliła się do CC'ego.
Ashley dłużej nie czekając chwycił mnie i uniósł w powietrzu.
- Ej. Czekajcie na mnie. - zawołał Andy. - Idę z wami. - wyszczerzył się.

*CC*
- No i zostaliśmy sami. - powiedziała Alex i uśmiechnęła się.
Odwzajemniłem uśmiech i pociągnąłem ją za rękę w stronę barierki.
- Chodźmy coś zjeść. - powiedziała i uśmiechnęła się.
Powoli przybliżyła się i wpiła w moje usta. Po pocałunku pociągnęła w stronę zejścia.
Gdy tylko usiedliśmy podeszła do nas wysoka szczupła kelnerka. Miała długie ciemne włosy. Była dość ładna. Grzecznie nas przywitała i zebrała zamówienie.
- Zaczekaj chwile idę do toalety. - powiedziała Alex wstając.
Czekałem i czekałem.
- Przepraszam. Czy mógłby mi pan pomóc na zapleczu? Bardzo proszę, zwykle zajmuje się tym kierownik, ale wyszedł. - powiedziała ładna kelnerka spoglądając na mnie z góry.
-W sumie chyba mogę pani pomóc. - kelnerka uśmiechnęła się i ruszyła w stronę drzwi.
Wszedłem do środka. Odwróciła się na pięcie i spojrzała na mnie lekko dziwnym spojrzeniem. Chwyciła mnie za rękę. Popchnęła na stół. Usiadła na mnie okrakiem i wpiła się w moje usta w tym samym czasie rozpinając guziki swojej bluzki. Byłem w szoku. W końcu nie codziennie obca dziewczyna prosi mnie o pomoc a później całuje. Gdy już się opamiętałem zepchnąłem ją z siebie. Spojrzałem na drzwi. Stała w nich Alex. Popatrzyła chwilę i odwróciła się w stronę wyjścia.
- Alex zaczekaj. - zawołałem.
W odpowiedzi moja ukochana pokazała mi środkowy palec. Odwróciłem się w stronę tej kelnerki.
- Dziękuję że zniszczyłaś wszystko. - powiedziałem po czym odwróciłem się i wyszedłem.
Nie wiedziałem dokąd poszła Alex. Chciałem ją znaleźć, opowiedzieć jak było. Ale i tak wiem że nie posłuchałaby mnie. Pochodziłem jeszcze jakiś czas ulicami Paryża. Tsa.. Miasto zakochanych. Akurat... Wróciłem do pokoju.
- Gdzie jest Alex? - zapytałem w nadziei że już przyszła.
- No przecież razem poszliście. - powiedział Andy nie odrywając wzroku od swojego iPhone.
Rzuciłem się na łóżko.
- Stary co ci jest? - zapytał odkładając urządzenie na szafeczkę. - Chcesz o tym porozmawiać? - powiedział niesamowicie poważnym tonem jak na niego.
Normalnie zacząłbym się z niego śmiać, ale w zaistniałej sytuacji nie było mi do śmiechu. Sięgnąłem do kieszeni i wyciągnąłem mój telefon. Wybrałem numer Alex. Nie odebrała.
- Stary mów do mnie! - wydarł się na mnie.
- Co mam mówić? Wszystko się zjebało.
- Konkrety.
- No pocałowała mnie taka jedna dziewczyna. Alex to widziała. Wyszła bez słowa. Od tamtej pory jej nie widziałem. - powiedziałem wszystko szybko, jednym tchem.
- Wiesz że ją to zabolało?
- Wiem. Ale ja nie chciałem jej zranić. Martwię się o nią. Spróbuj może do niej zadzwonić.
Andy wziął do ręki telefon i po chwili przyłożył go do ucha.
- Alex? Gdzie ty jesteś? Proszę cię wracaj do hotelu robi się już ciemno... Dobra czekamy na ciebie.
- I co? Wraca? - zapytałem gdy tylko odłożył urządzenie.
- Powiedziała, że niedługo przyjdzie. - odezwał się Andy i położył się na swoim łóżku.
Czekanie na nią dłużyło mi się w nieskończoność. Każda minuta wydłużała się coraz bardziej. W końcu ktoś nacisnął klamkę. Poderwałem się z miejsca. Alex weszła do pokoju. Nawet na mnie nie spojrzała.
- Proszę pozwól mi to chociaż wyjaśnić. - powiedziałem błagalnie, dopiero wtedy zaszczyciła mnie swoim spojrzeniem.
Usiadł na krawędzi łóżka obok mnie.
- Tu nie ma co wyjaśniać.
- Jest. To nie było tak jak wyglądało. To ona mnie pocałowała. - wyjęczałem.
- Nie wierze ci. I pewnie już ci nie uwierzę. Straciłeś moje zaufanie. Nie potrafiłabym być z kimś komu nie ufam. - moje oczy się zaszkliły. - Być może kiedyś ci wybaczę, ale jeszcze nie dziś.
Wstała i ruszyła w stronę drzwi.

*Alex*
- Dokąd idziesz? - zapytał Andy a CC położył się na łóżku.
- Muszę pogadać z Jake'm o moim bilecie powrotnym.
- Nigdzie nie idziesz. - Andy zatrzasnął drzwi i oparł się o nie.
- A kim ty jesteś żeby mi rozkazywać? - warknęłam.
- Myślałem że jestem twoim przyjacielem. Ale najwyraźniej chyba się pomyliłem.
- Jesteś moim przyjacielem. - powiedziałam cicho.
- Chodź. - rozłożył ręce. - Jutro pogadamy. - powiedział trochę ciszej głaskając moje włosy.
Usiadł na łóżku i posadził mnie sobie na kolanach. Mocno mnie przytulił. Z moich oczu wypłynęły łzy. Usłyszałam trzask zamykanych drzwi. Podniosłam głowę i rozejrzałam się po pokoju. CC wyszedł. Znów ułożyłam głowę na ramieniu Andy'ego. Po mojej twarzy słynęły kolejne łzy. Andy podniósł mój podbródek do góry. Powoli i delikatnie pocałował moje usta. Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem.
- To tak żebyś już nie płakała. - uśmiechną się do mnie.
Starałam się odwzajemnić ten gest, ale nie dałam rady. Położył moją głowę z powrotem na swoim ramieniu.
- Nie płacz i spróbuj zasnąć.
Posłuchałam go i przymknęłam oczy. Zaczął się lekko kołysać i coś nucić. W końcu zasnęłam.

*klika tygodni później*
Trasa dobiegła końca. Dzisiaj chłopaki mieli ostatni występ. Jutro lecimy do domu. Od czasu naszej kłótni nie rozmawiałam zbytnio z CC'm. Znacznie zbliżyłam się za to do Andy'ego. Pomagał mi i wspierał mnie przez ten cały trudny dla mnie czas. Jestem mu niezmiernie wdzięczna za to.
- Dokąd idziesz? - zapytał Ash.
- Wychodzę. Wrócę wieczorem. - rzuciłam i wyszłam.
Krążyłam po mieście. Włóczyłam się bez celu. Berlin wyglądał pięknie wieczorem. Zaczęło się robić na prawdę ciemno. Nie do końca wiedziałam gdzie jestem. Ruszyłam w stronę hotelu. A przynajmniej miałam taką nadzieję. Szłam szybko. Miałam wrażenie że ktoś za mną idzie. Zignorowałam to. Tylko przyspieszyłam kroku. Ktoś złapał mnie za rękę.
- Nie chciałabyś może do mnie przyjść na noc? Byłoby miło. - powiedział chłopak jakoś w moim wieku, na odległość wyczółam od niego alkohol.
- Prosze mnie puścić. - zaczęłam się szarpać.
- No to zrobimy to tu i teraz. - powiedział przyciągając mnie do siebie.
Rozpiął moją kurtkę i rzucił ją gdzieś do tyłu. Położył mnie na ziemi. Zaczełam krzyczeć. Zatkał mi usta ręką i zdarł ze mnie bluzkę. Mój nagi brzuch przeszły zimne dreszcze. rozpiął moje spodnie. Zamknęłam oczy i prosiłam w duchu by był to tylko sen. Po chwili poczułam że napastnik ze mnie zszedł i coś runęło niedaleko mnie. Usłyszałam stłumione jęki. Podniosłam się. Zobaczyłam dwie postacie jedna zwijała się z bólu, drugą stojącą nad nią. Postać numer dwa odwróciła się w moją stronę i przykucnęła.

____________________
________
Wypadam z wprawy.
Każdy następny rozdział pisze w dłuższym okresie czasu.
Ale na prawdę musicie mi wybaczyć, nie miałam czasu na nic.
Za wszystkie błędy przepraszam, ale nie mam siły już tego sprawdzać i czytać jeszcze raz.
Nie przedłużając; czekam na komentarze i do następnej notki ;)

2 komentarze:

  1. To CC! To on przyszedł, prawda!?
    Boski rozdział! Tyle się wydarzyło!
    Tęskniłam za Tobą i Twoim opowiadaniem <3
    Pisz szybko nexta. Czekam ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. No niech to będzie CC. :c Wróciłaś i od razu taką akcje wprowadzasz. xd

    OdpowiedzUsuń