*Jess*
Obudziłam się otulona silnymi ramionami Ash'a. Czyli to wszystko to jednak nie był sen. On tu na prawdę jest. Delikatnie wyplątałam się z jego uścisku i usiadłam na podłodze pod ścianą. Będzie mi go brakować. No chyba że z nim pojadę.. Przecież jeśli nie pojadę on zostanie ze mną i będzie nie szczęśliwy.. A na to pozwolić nie mogę. Z drugiej strony przecież on ma zespół, będzie wyjeżdżać w trasy, będzie musiał ćwiczyć, a ja będę mu tylko przeszkadzać. Nawet nie zauważyłam kiedy wstał i usiadł koło mnie. Zorientowałam się dopiero wtedy gdy chwycił moją rękę. Spojrzałam na niego a on delikatnie ją ucałował i uśmiechnął się.
- Jedziesz ze mną? - tak, nie mogło być cudownie, musiał mi z powrotem o tym przypomnieć.
- A co będzie z moją pracą?
- A gdzie pracujesz bo jakoś nie bardzo pamiętam.
- Widzisz, nawet nie wiesz co kocham robić.
- Wiem. - oburzył się. - Yyy.. no ten.. - delikatnie musnął moje wargi.
- Dobra, widzę że nie zgadniesz, jestem tatuażystką.
- No przecież wiedziałem, miałem to właśnie powiedzieć. - wywróciłam oczami i uśmiechnęłam się. - Będziesz mogła dalej ozdabiać ludzkie ciała, tyle że w LA.
- A co z twoim zespołem i trasami?
- Dla ciebie jestem gotowy nawet odejść z zespołu. Powiedz tylko jedno słowo.
- Nie chcę żebyś odchodził z zespołu i niszczył swoja marzenia..
- W tej chwili moim największym marzeniem jest być przy tobie i zrobię wszystko żeby się spełniło.
- Słodki jesteś. Ale co powiedzą fani na ciężarną dziewczynę? I to na dodatek z innym chłopakiem.
- Cokolwiek by nie powiedzieli, nie zmienią tym moich uczuć co do ciebie. Kocham moich fanów, ale ciebie kocham dużo bardziej. - położył mnie na podłodze, a moją głowę ułożył na swoich kolanach i pogłaskał moje włosy.
- A co z..
- Nie szukaj argumentów, jeśli nie wyjedziesz, zostanę. To jest pewne. - chamsko mi przerwał, ale tak słodko się uśmiecha że nie mogę się na niego długo gniewać.
- Dobrze niech ci będzie, pojadę. - uśmiechnęłam się.
- Kocham cię maleńka. - powiedział, nie przestając głaskać moich włosów.
- Też cię kocham. - podniosłam się.
Chwyciłam go za rękę i usiłowałam podnieść, lecz nie dałam rady i upadłam na niego.
- A dokąd to się pani wybiera? - zapytał spoglądając w moje oczy i mocno przytulając do siebie.
- Tam.. - machnęłam ręką w stronę drzwi.
- No to mamy problem, bo ja cię nigdzie nie puszczę. - ładnie się do mnie uśmiechnął i po chwili dodał. - No chyba że mnie jakoś przekonasz. - przejechał ręką po moich żebrach.
- Hmm.. a co jeśli cię nie przekonam?
- Spróbuj. - uśmiechnął się i lekko rozluźnił uścisk.
Podniosłam się i przelotnie pocałowałam jego wargi.
- I już?
- A czego się spodziewałeś tańca na rurze?
- Co najmniej.
- A idź.
- Pewnie. Ale dokąd?
- Albo nie, mam lepszy pomysł. Puścisz mnie ładnie a ja w zamian zrobię naleśniki. - uśmiechnęłam się.
- Naleśniczki! - krzyknął Ashley jak dziecko które dostało cukierka.
Od razu mnie puścił i zeszliśmy do kuchni. Wciągnęłam z lodówki kilka rzeczy, a Ashley usiadł przy stole.
- Wiesz co? Jednak mi się nie chce teraz robić tych naleśników. - jęknęłam.
Zrobił minkę zbitego psa. Zrobiłam mu kanapki a sama opróżniłam 3/4 zawartości lodówki.
- I nie będzie naleśniczków? - powiedział zawiedziony.
- Później. - szepnęłam siadając na jego kolanach.
- Nie ładnie tak kłamać. - szepnął do mojego ucha.
Pocałowałam namiętnie jego usta.
- Lepiej?
- Troszeczkę.
Uśmiechnęłam się.
- Chodź. Mam głupi pomysł. - powiedział z dziwnym uśmieszkiem na twarzy.
Wstał wyjął z szafki dzbanek i napełnił go wodą. Wziął mnie za rękę i poszliśmy do salonu. Włożył dzbanek w moje ręce. Stanął za mną i położył rękę na moim biodrze. Drugą ręką przechylił moją rękę z dzbankiem, a jego zawartość wylała się na śpiącego na kanapie CC'ego. Ten wydarł się i spadł z kanapy. W tym czasie ja i Ashley prawie leżeliśmy na podłodze ze śmiechu, ale już po chwili Ash zaczął uciekać przed CC'm. Po jakiś 2 minutach wrócili. Ashley miał coś na włosach. Podszedł i wtarł trochę mazi w moje włosy.
- Co to jest? - zapytałam lekko poirytowana.
- Jajko. - odpowiedzieli chórkiem.
- No to naleśników nie będzie.
- Niee - zaczął szlochać CC.
Ruszyłam w stronę schodów.
- Gdzie idziesz? - zapytał Ashley łapiąc mnie za nadgarstek.
- No chyba nie sądzisz że będę cały dzień paradować z tym jajkiem na głowie.
Weszłam do łazienki i napuściłam wody do wanny. Usiadłam na jej skraju i powoli zsunęłam z siebie spodnie. Ktoś otworzył drzwi i wpadł do łazienki. Spojrzałam na niechcianego gościa. Oczywiście Ashley.
- A ty nie wiesz że jak się wchodzi do łazienki to się puka? - zapytałam próbując zakryć moje nogi.
- Yyy, przepraszam - jęknął lekko zakłopotany nie odwracając wzroku od moich nóg - Co to jest? - zapytał po chwili.
- Nic. - odpowiedziałam lekko zmieszana.
- Dlaczego się cięłaś?
- Nie, na prawdę nie chcę o tym mówić.
- Dobra, nie chcesz to nie mów, ale proszę, nie rób tego nigdy więcej. - szepnął do mojego ucha, gładząc moje rany.
Odwiązał bandamkę z nadgarstka i pokazał blizny.
- Jesteśmy tacy sami. - powiedział.
- Najwidoczniej. - uśmiechnęłam się. - A teraz możesz już sobie iść.
- A nie mogę zostać?
- Jeśli chcesz żebym z tobą pojechała, to nie. - uśmiechnęłam się.
- Oj ty mała szantarzystko. - wywrócił oczami.
Zrobiłam wyszczerz, a on wyszedł. Przejechałam delikatnie ręką po ranach.
Dokończyłam zdejmowanie z siebie ubrań i zanużyłam się w gorącej pianie. Posiedziałam jeszcze jakiś czas, a potem wyszłam i ubrałam na siebie miękki szary szlafrok a na mokre włosy zawinęłam ręcznik. Poszłam do pokoju i stanęłam przed szafą. Otworzyłam drzwi i zaczęłam przeglądać moje ciuchy. W końcu zdecydowałam się na białą bluzkę na ramiączkach z koronką przy dekolcie i granatową spódniczkę do połowy ud. Ubrałam się i poszłam do łazienki zrobić makijarz, czyli namalować kreski elinerem, pomalować rzęsy tuszem i usta blado-różową szminką. Po skończeniu makijarzu wysuszyłam włosy. Gdy wyglądałam w miarę przyzwoicie, poszłam na strych po jakąś walizkę. Nie mogłam znaleźć odpowiednio dużej, więc wzięłam dwie mniejsze. Zniosłam je do pokoju i zaczęłam ładować do nich ciuchy. Po pół godzinie walizki były pełne, a spakowałam tylko część z moich ubrań. Poszam po jeszcze jedną walizkę i zapakowałam do niej buty i kosmetyki. Wzięłam jedną z toreb i zaczęłam znosić ją na dół. Oczywiście potknęłam się i spadłam ze schodów. Na szczęście prawie na samym dole. Za to narobiłam sporo hałasu i Andy zbiegł z góry.
- Żyjesz młoda? - zapytał podając mi rękę.
- Tak. - wstałam i podniosłam z podłogi moją walizkę.
Po chwili pojawili się również Ashley i CC.
- Nic ci nie jest? - zapytał Ash uważnie mi się przyglądając.
- Nie nie, wszystko jest okej. - lekko uniosłam do góry prawy kącik ust i ponownie chwyciłam za walizkę.
- Dlaczego mnie nie zawołałaś? Pomógł bym ci. - zapytał zabierając mi bagaż z ręki.
- Nie chciałam cię fatygować, sama też dam radę..
Wywrócił tylko oczami i wyszedł na zewnątrz z moją walizką. Poszłam na górę po następną. Ledwo zdążyłam wynieść ją za drzwi, a już pojawił się Ashley i zabrał ostatnie dwie walizki.
- W ogóle gdzie jest Alex? - zapytałam siadając w kuchni z Andy'm i CC'm.
- Nie wiem. - odburknął CC.
- Dzwoniłeś do niej?
- Kilka razy.
- Pewnie nie długo wróci. - powiedziałam i położyłam rękę na jego ramieniu.
Uśmiechnął się a później zaczęliśmy gadać o wszystkim i o niczym. Tak minęła jakaś godzina aż w końcu Alex pojawiła się.
- Gdzie byłaś? - zapytał ją CC gdy całowała go w policzek.
- Na spacerze. - odpowiedziała - Z Dave'm. - dodała po chwili.
- No dobra to skoro już jesteśmy w komplecie to pakujemy się i jedziemy. - powiedział Andy wychodząc z kuchni.
CC, Ashley i ja wyszliśmy z kuchni, ale gdy byłam na schodach musiałam się wrócić po telefon. Tuż przed drzwiami usłyszałam fragment rozmowy.
- Nie, między nami już nic nie ma.
- Ale daj mi jeszcze jedną szansę?
- Nie. Straciłeś swoją jedyną szansę. Teraz jestem z CC'm i jestem szczęśliwa.
- Przemyśl to. - powiedział i czule pocałował ją w usta.
- Nie, nie mam czego przemyśleć. - powiedziała i odsunęła się od niego.
Wtedy postanowiłam im przerwać.
- Przeszkadzam? - zapytałam uważnie obserwując ich reakcje.
- Nie, właśnie wychodziłem. - mój kochany braciszek oczywiście uciekł.
- Wszystko słyszałaś i widziałaś. - jęknęła.
Skinęłam głową na tak.
- Powinnaś powiedzieć o tym CC'emu.
- Co powinna mi powiedzieć? - zapytał wchodząc do kuchni.
- To może ja was zostawię. - powiedziałam opuszczając pomieszczenie.
Stanęłam w przedpokoju uważnie słuchając. Alex westchnęła i zaczęła:
- Dave dalej coś do mnie czuje i mnie pocałował.
- Co tu robisz? - zapytał Ashley.
Uciszyłam go i pociągnęłam w moją stronę.
- A ty czujesz coś do niego? - zapytał CC.
- Nie. Kiedyś z nim byłam ale to już przeszłość. Teraz jestem z tobą i bardzo cię kocham.
- Wierzę cie. Skoro mówisz że nic do niego nie czujesz to wszystko jest okej.
Wstali i poszli w kierunku wyjścia z kuchni. Szybko wzięłam Ash'a ze sobą i wyszłam an zewnątrz.
- Ładnie to tak podsłuchiwać?
- Bardzo ładnie. - wyszczerzyłam się.
- Chodź mój ty malutki szpiegu. - objął mnie ramieniem poszliśmy w stronę auta.
Po chwili dołączyli do nas Alex i CC. Dave wyszedł przed dom a ja do niego podbiegłam i przytuliłam go.
- Dbaj o siebie braciszku i pamiętaj że jak tylko będziesz miał jakikolwiek problem dzwoń, a ja się zaraz zjawie.
- Ty też o siebie dbaj siostrzyczko i pamiętaj że tutaj zawsze będzie twój dom i zawsze będziesz mogła tu wrócić.
Wsiedliśmy do samochodu i pomachałam mu jeszcze na dowidzenia, po czym położyłam głowę na ramieniu Ash'a i przymknęłam lekko oczy.
No to jest rozdzialik.
Myślę że niedługo chyba zakończę to opowiadanie.
Sama nie wiem, być może napisze jeszcze jakieś inne, ale do końca nie jestem przekonana.
Dziękuję że jesteście. :)
Do następnej notki. :3
Obudziłam się otulona silnymi ramionami Ash'a. Czyli to wszystko to jednak nie był sen. On tu na prawdę jest. Delikatnie wyplątałam się z jego uścisku i usiadłam na podłodze pod ścianą. Będzie mi go brakować. No chyba że z nim pojadę.. Przecież jeśli nie pojadę on zostanie ze mną i będzie nie szczęśliwy.. A na to pozwolić nie mogę. Z drugiej strony przecież on ma zespół, będzie wyjeżdżać w trasy, będzie musiał ćwiczyć, a ja będę mu tylko przeszkadzać. Nawet nie zauważyłam kiedy wstał i usiadł koło mnie. Zorientowałam się dopiero wtedy gdy chwycił moją rękę. Spojrzałam na niego a on delikatnie ją ucałował i uśmiechnął się.
- Jedziesz ze mną? - tak, nie mogło być cudownie, musiał mi z powrotem o tym przypomnieć.
- A co będzie z moją pracą?
- A gdzie pracujesz bo jakoś nie bardzo pamiętam.
- Widzisz, nawet nie wiesz co kocham robić.
- Wiem. - oburzył się. - Yyy.. no ten.. - delikatnie musnął moje wargi.
- Dobra, widzę że nie zgadniesz, jestem tatuażystką.
- No przecież wiedziałem, miałem to właśnie powiedzieć. - wywróciłam oczami i uśmiechnęłam się. - Będziesz mogła dalej ozdabiać ludzkie ciała, tyle że w LA.
- A co z twoim zespołem i trasami?
- Dla ciebie jestem gotowy nawet odejść z zespołu. Powiedz tylko jedno słowo.
- Nie chcę żebyś odchodził z zespołu i niszczył swoja marzenia..
- W tej chwili moim największym marzeniem jest być przy tobie i zrobię wszystko żeby się spełniło.
- Słodki jesteś. Ale co powiedzą fani na ciężarną dziewczynę? I to na dodatek z innym chłopakiem.
- Cokolwiek by nie powiedzieli, nie zmienią tym moich uczuć co do ciebie. Kocham moich fanów, ale ciebie kocham dużo bardziej. - położył mnie na podłodze, a moją głowę ułożył na swoich kolanach i pogłaskał moje włosy.
- A co z..
- Nie szukaj argumentów, jeśli nie wyjedziesz, zostanę. To jest pewne. - chamsko mi przerwał, ale tak słodko się uśmiecha że nie mogę się na niego długo gniewać.
- Dobrze niech ci będzie, pojadę. - uśmiechnęłam się.
- Kocham cię maleńka. - powiedział, nie przestając głaskać moich włosów.
- Też cię kocham. - podniosłam się.
Chwyciłam go za rękę i usiłowałam podnieść, lecz nie dałam rady i upadłam na niego.
- A dokąd to się pani wybiera? - zapytał spoglądając w moje oczy i mocno przytulając do siebie.
- Tam.. - machnęłam ręką w stronę drzwi.
- No to mamy problem, bo ja cię nigdzie nie puszczę. - ładnie się do mnie uśmiechnął i po chwili dodał. - No chyba że mnie jakoś przekonasz. - przejechał ręką po moich żebrach.
- Hmm.. a co jeśli cię nie przekonam?
- Spróbuj. - uśmiechnął się i lekko rozluźnił uścisk.
Podniosłam się i przelotnie pocałowałam jego wargi.
- I już?
- A czego się spodziewałeś tańca na rurze?
- Co najmniej.
- A idź.
- Pewnie. Ale dokąd?
- Albo nie, mam lepszy pomysł. Puścisz mnie ładnie a ja w zamian zrobię naleśniki. - uśmiechnęłam się.
- Naleśniczki! - krzyknął Ashley jak dziecko które dostało cukierka.
Od razu mnie puścił i zeszliśmy do kuchni. Wciągnęłam z lodówki kilka rzeczy, a Ashley usiadł przy stole.
- Wiesz co? Jednak mi się nie chce teraz robić tych naleśników. - jęknęłam.
Zrobił minkę zbitego psa. Zrobiłam mu kanapki a sama opróżniłam 3/4 zawartości lodówki.
- I nie będzie naleśniczków? - powiedział zawiedziony.
- Później. - szepnęłam siadając na jego kolanach.
- Nie ładnie tak kłamać. - szepnął do mojego ucha.
Pocałowałam namiętnie jego usta.
- Lepiej?
- Troszeczkę.
Uśmiechnęłam się.
- Chodź. Mam głupi pomysł. - powiedział z dziwnym uśmieszkiem na twarzy.
Wstał wyjął z szafki dzbanek i napełnił go wodą. Wziął mnie za rękę i poszliśmy do salonu. Włożył dzbanek w moje ręce. Stanął za mną i położył rękę na moim biodrze. Drugą ręką przechylił moją rękę z dzbankiem, a jego zawartość wylała się na śpiącego na kanapie CC'ego. Ten wydarł się i spadł z kanapy. W tym czasie ja i Ashley prawie leżeliśmy na podłodze ze śmiechu, ale już po chwili Ash zaczął uciekać przed CC'm. Po jakiś 2 minutach wrócili. Ashley miał coś na włosach. Podszedł i wtarł trochę mazi w moje włosy.
- Co to jest? - zapytałam lekko poirytowana.
- Jajko. - odpowiedzieli chórkiem.
- No to naleśników nie będzie.
- Niee - zaczął szlochać CC.
Ruszyłam w stronę schodów.
- Gdzie idziesz? - zapytał Ashley łapiąc mnie za nadgarstek.
- No chyba nie sądzisz że będę cały dzień paradować z tym jajkiem na głowie.
Weszłam do łazienki i napuściłam wody do wanny. Usiadłam na jej skraju i powoli zsunęłam z siebie spodnie. Ktoś otworzył drzwi i wpadł do łazienki. Spojrzałam na niechcianego gościa. Oczywiście Ashley.
- A ty nie wiesz że jak się wchodzi do łazienki to się puka? - zapytałam próbując zakryć moje nogi.
- Yyy, przepraszam - jęknął lekko zakłopotany nie odwracając wzroku od moich nóg - Co to jest? - zapytał po chwili.
- Nic. - odpowiedziałam lekko zmieszana.
- Dlaczego się cięłaś?
- Nie, na prawdę nie chcę o tym mówić.
- Dobra, nie chcesz to nie mów, ale proszę, nie rób tego nigdy więcej. - szepnął do mojego ucha, gładząc moje rany.
Odwiązał bandamkę z nadgarstka i pokazał blizny.
- Jesteśmy tacy sami. - powiedział.
- Najwidoczniej. - uśmiechnęłam się. - A teraz możesz już sobie iść.
- A nie mogę zostać?
- Jeśli chcesz żebym z tobą pojechała, to nie. - uśmiechnęłam się.
- Oj ty mała szantarzystko. - wywrócił oczami.
Zrobiłam wyszczerz, a on wyszedł. Przejechałam delikatnie ręką po ranach.
Dokończyłam zdejmowanie z siebie ubrań i zanużyłam się w gorącej pianie. Posiedziałam jeszcze jakiś czas, a potem wyszłam i ubrałam na siebie miękki szary szlafrok a na mokre włosy zawinęłam ręcznik. Poszłam do pokoju i stanęłam przed szafą. Otworzyłam drzwi i zaczęłam przeglądać moje ciuchy. W końcu zdecydowałam się na białą bluzkę na ramiączkach z koronką przy dekolcie i granatową spódniczkę do połowy ud. Ubrałam się i poszłam do łazienki zrobić makijarz, czyli namalować kreski elinerem, pomalować rzęsy tuszem i usta blado-różową szminką. Po skończeniu makijarzu wysuszyłam włosy. Gdy wyglądałam w miarę przyzwoicie, poszłam na strych po jakąś walizkę. Nie mogłam znaleźć odpowiednio dużej, więc wzięłam dwie mniejsze. Zniosłam je do pokoju i zaczęłam ładować do nich ciuchy. Po pół godzinie walizki były pełne, a spakowałam tylko część z moich ubrań. Poszam po jeszcze jedną walizkę i zapakowałam do niej buty i kosmetyki. Wzięłam jedną z toreb i zaczęłam znosić ją na dół. Oczywiście potknęłam się i spadłam ze schodów. Na szczęście prawie na samym dole. Za to narobiłam sporo hałasu i Andy zbiegł z góry.
- Żyjesz młoda? - zapytał podając mi rękę.
- Tak. - wstałam i podniosłam z podłogi moją walizkę.
Po chwili pojawili się również Ashley i CC.
- Nic ci nie jest? - zapytał Ash uważnie mi się przyglądając.
- Nie nie, wszystko jest okej. - lekko uniosłam do góry prawy kącik ust i ponownie chwyciłam za walizkę.
- Dlaczego mnie nie zawołałaś? Pomógł bym ci. - zapytał zabierając mi bagaż z ręki.
- Nie chciałam cię fatygować, sama też dam radę..
Wywrócił tylko oczami i wyszedł na zewnątrz z moją walizką. Poszłam na górę po następną. Ledwo zdążyłam wynieść ją za drzwi, a już pojawił się Ashley i zabrał ostatnie dwie walizki.
- W ogóle gdzie jest Alex? - zapytałam siadając w kuchni z Andy'm i CC'm.
- Nie wiem. - odburknął CC.
- Dzwoniłeś do niej?
- Kilka razy.
- Pewnie nie długo wróci. - powiedziałam i położyłam rękę na jego ramieniu.
Uśmiechnął się a później zaczęliśmy gadać o wszystkim i o niczym. Tak minęła jakaś godzina aż w końcu Alex pojawiła się.
- Gdzie byłaś? - zapytał ją CC gdy całowała go w policzek.
- Na spacerze. - odpowiedziała - Z Dave'm. - dodała po chwili.
- No dobra to skoro już jesteśmy w komplecie to pakujemy się i jedziemy. - powiedział Andy wychodząc z kuchni.
CC, Ashley i ja wyszliśmy z kuchni, ale gdy byłam na schodach musiałam się wrócić po telefon. Tuż przed drzwiami usłyszałam fragment rozmowy.
- Nie, między nami już nic nie ma.
- Ale daj mi jeszcze jedną szansę?
- Nie. Straciłeś swoją jedyną szansę. Teraz jestem z CC'm i jestem szczęśliwa.
- Przemyśl to. - powiedział i czule pocałował ją w usta.
- Nie, nie mam czego przemyśleć. - powiedziała i odsunęła się od niego.
Wtedy postanowiłam im przerwać.
- Przeszkadzam? - zapytałam uważnie obserwując ich reakcje.
- Nie, właśnie wychodziłem. - mój kochany braciszek oczywiście uciekł.
- Wszystko słyszałaś i widziałaś. - jęknęła.
Skinęłam głową na tak.
- Powinnaś powiedzieć o tym CC'emu.
- Co powinna mi powiedzieć? - zapytał wchodząc do kuchni.
- To może ja was zostawię. - powiedziałam opuszczając pomieszczenie.
Stanęłam w przedpokoju uważnie słuchając. Alex westchnęła i zaczęła:
- Dave dalej coś do mnie czuje i mnie pocałował.
- Co tu robisz? - zapytał Ashley.
Uciszyłam go i pociągnęłam w moją stronę.
- A ty czujesz coś do niego? - zapytał CC.
- Nie. Kiedyś z nim byłam ale to już przeszłość. Teraz jestem z tobą i bardzo cię kocham.
- Wierzę cie. Skoro mówisz że nic do niego nie czujesz to wszystko jest okej.
Wstali i poszli w kierunku wyjścia z kuchni. Szybko wzięłam Ash'a ze sobą i wyszłam an zewnątrz.
- Ładnie to tak podsłuchiwać?
- Bardzo ładnie. - wyszczerzyłam się.
- Chodź mój ty malutki szpiegu. - objął mnie ramieniem poszliśmy w stronę auta.
Po chwili dołączyli do nas Alex i CC. Dave wyszedł przed dom a ja do niego podbiegłam i przytuliłam go.
- Dbaj o siebie braciszku i pamiętaj że jak tylko będziesz miał jakikolwiek problem dzwoń, a ja się zaraz zjawie.
- Ty też o siebie dbaj siostrzyczko i pamiętaj że tutaj zawsze będzie twój dom i zawsze będziesz mogła tu wrócić.
Wsiedliśmy do samochodu i pomachałam mu jeszcze na dowidzenia, po czym położyłam głowę na ramieniu Ash'a i przymknęłam lekko oczy.
____________________
________No to jest rozdzialik.
Myślę że niedługo chyba zakończę to opowiadanie.
Sama nie wiem, być może napisze jeszcze jakieś inne, ale do końca nie jestem przekonana.
Dziękuję że jesteście. :)
Do następnej notki. :3

Świetny rozdział! <3
OdpowiedzUsuńNie kończ opowiadania, a jeśli już to szybko następne, bo chyba nie chcesz poczuć mojego gniewu ;-;
Czekam na nexta :3
„Myślę że niedługo chyba zakończę to opowiadanie.” - Hę?! Czekaj, bo nie rozumiem... :O
OdpowiedzUsuńJak to zakończysz? :CCC
Przecież ja nie będę miała co czytać. :CCC Nie rób mi tego. :CCC
„Sama nie wiem, być może napisze jeszcze jakieś inne, ale do końca nie jestem przekonana.” - No ja nie chcę innego. :'( Tak ładnie proszę. ^.^ Będziesz dla mnie pisała kolejne rozdziały? :3
„Do następnej notki. :3” - Ok, czekam. XDXD
Świetny rozdział ;D Czekam na nexta i zapraszam na mój nowy blog ;*
OdpowiedzUsuńhttp://i-laid-the-gods-to-rest.blogspot.com/